80 rocznica urodzin Janusza Zabieglińskiego.

opracowanie: Andrzej Rumianowski

5 kwietnia mija 80 rocznica urodzin Janusza Zabieglińskiego, jazzowego klarnecisty, saksofonisty altowego, kompozytora, aranżera i lidera zespołów jazzowych. Pomyślmy o nim, zagłębiając się w lekturę cytowanych artykułów:


Jazz Forum 4,5/2001 - Jerzy Bojanowski i Tadeusz Federowski

Zabieglinski_fot_KAREWICZ

Janusz Zabiegliński (fot. Marek Karewicz)

"Jest w naszym kraju kilku muzyków, których nazwiska symbolizują polski jazz. Są tak zrośnięci z jego historią, tradycją i współczesnością, iż zawsze kojarzą się nam z najlepszą ofertą polskiej sceny jazzowej. Był w tej czołówce Janusz Zabiegliński, wybitny klarnecista, saksofonista, kompozytor i aranżer, który opuścił nas po długiej chorobie 17 marca 2001 roku, przeżywszy 65 lat.

Urodził się 5 kwietnia 1934 roku w Pabianicach. Wcześnie ujawnił zainteresowania i uzdolnienia muzyczne. W 1948 roku w technikum w Łodzi, do którego uczęszczał, grał już na fortepianie w zespole tanecznym. Kształcił się jednocześnie w ognisku muzycznym, gdzie przede wszystkim grał na fortepianie. W 1952 roku Zabiegliński rozpoczął studia na wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej i niemal od razu nawiązał współpracę z Zespołem Pieśni i Tańca tej uczelni. Występował w nim jako akordeonista i pianista. W tym samym roku utworzyła na terenie Politechniki zespół muzyczny B-mol, z którym występował głównie na uczelnianych imprezach tanecznych. Grał w tym zespole na fortepianie i opracowywał dla niego cały repertuar.

W 1955 roku utworzył swój pierwszy zespół jazzowy (dixielandowy), z którym w kwietniu 1956 zainaugurował działalność słynnego w latach następnych, klubu studenckiego „Stodoła”. Jego długoletnia później współpraca ze „Stodołą” przydała jej blasku i spowodował, że Zabiegliński stał się niemal synonimem tego KLUBU.

Swingtet Zabieglińskiego - Polish Jazz vol

Swingtet Zabieglińskiego - Polish Jazz vol. 9 (1967 r.)

Rok 1958 okazał się przełomowy w jego karierze i zarazem i w całej historii polskiego jazzu. W styczniu wraz z prowadzonym przez Dudusia Matuszkiewicza zespołem Hot Club Melomani zainaugurował wieloletni cykl koncertów jazzowych w Filharmonii Narodowej. Był to akt nobilitacji polskiego jazzu, kładący definitywnie kres działalności utajonej, tzw. okresu „katakumbowego” z końca lat 40 i początku 50. To wydarzenie zainspirowało go do natychmiastowego drugiego swojego zespołu – znanego później Swingtetu. Oba zespoły prowadzone równocześnie zaprezentował jesienią tego samego 1958 roku podczas pierwszego festiwalu Jazz Jamboree w Warszawie, gdzie zwłaszcza Swingtet (z udziałem m.in. Tadeusza Federowskiego na perkusji i Józefa Gawrycha na wibrafonie) spotkał się z gorącym przyjęciem publiczności i krytyki. Odtąd nazwisko Janusza Zabieglińskiego nie schodziło z jazzowego afisza.

Studia na Politechnice Warszawskiej i późniejszą pracę zawodową w specjalizacji budowy dróg i mostów udawało mu się dzielić bezkonfliktowo z aktywną działalnością muzyczną, z wyjątkiem dwuletniego okresu tuż po studiach, kiedy to rzucił pracę i podjął naukę w szkole muzycznej w klasie klarnetu. Dotychczasowy pianista stał się więc klarnecistą, a to dlatego, że jak opowiadał, w Warszawie nie miał fortepianu i musiał rozejrzeć się za jakimś instrumentem na swoją kieszeń. Ze względów jazzowych kupił więc klarnet.

Dalsze najważniejsze wydarzenia w jego karierze to w skrócie: współpraca jego Swingtetu z pianistą i kompozytorem Krzysztofem Komedą w 1960, nagranie płyty Swingtetu w serii Polish Jazz w 1966, zainicjowanie i zorganizowanie Big Bandu Stodoła w 1968 wspólnie z pianistą Witoldem Krotochwilem i trębaczem Henrykiem Majewskim i współdziałanie z nimi do roku 1971.

W roku 1969 Janusz Zabiegliński wyjechał na kontrakt zagraniczny do Iraku, związany z jego pracą zawodową. Nie zerwał jednak kontaktu ze Stodołą, gdyż właśnie w Iraku skomponował kilka utworów z myślą o mającej ukazać się płycie Big Bandu. Aranże swych kompozycji – z braku innych możliwości - napisał na narysowanym tam przez siebie papierze nutowym i w tej formie przesłał je muzykom Big Bandu. Zanim powrócił z kontraktu orkiestra już zdążyła opanować te część repertuaru.

Po nagraniu płyty Big Bandu w serii Polish Jazz w roku 1971, Zabiegliński wyjechał ponownie na zagraniczny kontrakt, tym razem do Libii. Spowodowało to jego nieobecność na polskiej scenie jazzowej przez szereg następnych lat.

Powrócił na nią w 1978 roku jako członek zespołu Swing Workshop Wojciecha Kamińskiego. W latach 1981-1982 współpracował z Big Warsaw Bandem Stanisława Fiałkowskiego, wreszcie od 1982 podjął współpracę z Old Timersami Henryka Majewskiego i od 1987 – z Swing Orchestra Cracow Zbigniewa Żmudy. Od trzech lat grał też z Blues Fellows Jerzego Więckowskiego. Przez wszystkie te lata Janusz Zabiegliński współpracował krócej lub dłużej z wieloma innymi świetnymi muzykami i zespołami, m.in. z Wojciechem Karolakiem, Kazimierzem Jonkiszem, orkiestrą Radiową Andrzeja Trzaskowskiego. Komponował też lub opracowywał aranże dla wielu liderów. Jego niezapomniany Swingtet odradzał się wielokrotnie, zawsze z udziałem niezawodnego od samego początku druha i partnera: Tadeusza Federowskiego przy perkusji i wibrafonem, który obsługiwał jego także stary dobry znajomy Józef Gawrych lub znacznie młodszy Karol Szymanowski. Spokojny i ciepły ton klarnetu, naładowane swingiem porywające improwizacje, osadzone doskonale w tradycji jazzowej – oto najistotniejsze wyróżniki znakomitej muzyki Zabieglińskiego. Mimo pogarszającego się stanu zdrowia wciąż koncertował. Jeszcze podczas zeszłorocznego (2000 r. przyp. Andrzej Rumianowski) Jazz Jamboree brał udział w koncercie „Tribute to Armstrong” w Filharmonii Narodowej, a po raz ostatni widziano go na estradzie z instrumentem 15 grudnia na występie z grupą Blues Fellows w Pruszkowie. Był powszechnie szanowany i lubiany, miał wielu przyjaciół.  Na pogrzebie żegnał Janusza tłum muzyków. Podczas nabożeństwa w kościele ogarnęło wszystkich wielkie wzruszenie, kiedy Andrzej Jagodziński na organach i Henryk Miśkiewicz na saksofonie grali balladę „My Funny Valentine”, a przy grobie uformowała się samorzutnie ponad 20-osobowa „nowoorleańska” orkiestra."


Wspomnienie, Gazeta Stołeczna (dodatek do Gazety Wyborczej) 08 marca 2014 r. - Krzysztof Waśniewski

"Janusz Zabiegliński (1934 - 2001)

To już 13 lat Januszu jak nas opuściłeś. Nas - czyli dzisiejszych emerytów, którzy w drugiej połowie lat 50-tych ubiegłego stulecia (niektórzy i później), wiele czasu spędzili na balangach w legendarnym klubie studenckim STODOŁA. Bawiliśmy się przy dźwiękach zespołu jazzowego, którego byłeś leaderem.

Chciałbym, żeby to krótkie wspomnienie przybliżyło młodszemu pokoleniu miłośników jazzu sylwetkę Janusza - wspaniałego Człowieka, jazzmana pierwszej klasy.

Ukończył Podstawową i Średnią Szkołę Muzyczną w Pabianicach oraz Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej, pracował i w Polsce i za granicą (Irak, Libia). Ze STODOŁĄ był związany od momentu powstania Klubu (1956 r.). Grał na klarnecie i saksofonie altowym; jako wybitny instrumentalista, kompozytor i aranżer nie bez powodu nazywany był polskim królem swingu.

Nie znosił chałtury, był prawdziwym profesjonalistą. A gdy jazz triumfalnie wkroczył do Filharmonii Narodowej (1958 r.) Jego zespół miał tam stałe miejsce. Przypomnieć też należy, że Janusz był laureatem Konkursu Jazzu Tradycyjnego "Złota Tarka" (1994 r.) za całokształt działalności artystycznej. I że wielokrotnie zwyciężał w ankiecie "Jazz Forum" na najlepszego polskiego klarnecistę.

Pod koniec lutego br. w Mazowieckim Centrum Kultury odbył się koncert zespołu Swing Workshop. Grałeś kiedyś Janusz w tym zespole.... Koledzy - muzycy nie zapomnieli o Tobie. Leader Zespołu Wojtek Kamiński poświęcił Ci kilka ciepłych słów i taktów przepięknej muzyki. Przez moment wróciły wspomnienia sprzed blisko 60-ciu lat..."