9. Komeda 1958. I Jazz Jamboree, ślub z Zofią Lach

Oprac. Andrzej Rumianowski, Fot. Archiwum Zofii Komedowej, udostępnione Muzeum Jazzu przez Tomasza Lacha

 

KOMEDA kalendarium życia e-wystawa autorstwa Andrzeja Rumianowskiego,
to życiorys Krzysztofa Komedy przedstawiony w bardzo zwięzłej formie, zawierającej wszystkie etapy jego życia.

Z wystawy dowiemy się o jego dzieciństwie, latach młodości, okresie studiów w Akademii Medycznej, pierwszych kompozycjach jazzowych, festiwalach, koncertach, ślubie z Zofią Lach, podróżach, po europie, amerykańskiej karierze i okolicznościach tragicznej śmierci.

Tu znajdziemy listę wszystkich filmów i tytuły wszystkich płyt z jego muzyką, a także spis wszystkich książek napisanych o nim.

Wystawa składa się z 23 odcinków, które sukcesywnie publikowane są na stronie Muzeum Jazzu.


Afisz inauguracyjnego koncertu „Jazz w Filharmonii”. Arch. Muzeum Jazzu.

4 i 5 stycznia 58. Krzysztof Komeda wystąpił z grupą Jazz Believers w Filharmonii Narodowej. To był pierwszy jazzowy koncert w Filharmonii, koncert inaugurujący cykl Jazz w Filharmonii.


Jak donosi dziennik „Echo Krakowa” w styczniu 1958 roku Sekstet Komedy przeniósł się z Poznania do Krakowa


Plakat z koncertu Dave Brubeck Quartet. Arch. Muzeum Jazzu.

W marcu do Polski przyjechał kwartet Dave’a Brubecka. Komeda towarzyszył mu podczas koncertów w Krakowie, Katowicach i Poznaniu.


Afisz Festiwalu „Jazz Jamboree 58” w Warszawie. Arch. Muzeum Jazzu.

19 września, podczas pierwszego Jazz Jamboree, Krzysztof Komeda koncertował z Jazz Believers.


Plakat Festiwalu „Jazz Jamboree 58”. Arch. Muzeum Jazzu.


Afisz Festiwalu „Jazz Jamboree 58” w Krakowie. Arch. Muzeum Jazzu.


Program Festiwalu „Jazz 58”. Arch. Muzeum Jazzu.


Krzysztof Komeda, 1958
Fot. Andrzej Dąbrowski

Z Krzysztofem Komedą rozmawia Lucjan Kydryński

Postanowiłem porozmawiać z Komedą o krakowskim jazzie. Dlaczego właśnie z nim? Po pierwsze dlatego, że Krzysztof „Komeda”-Trzciński jest bardzo wybitnym muzykiem jazzowym. Po drugie – bo jeszcze z nim o tych sprawach nigdy nie rozmawiałem. Po trzecie – ponieważ z wykształcenia jest laryngologiem, a wszystkie moje choroby sprowadzają się zawsze do gardła, nosa i uszu. Więc w razie czego, rozumiecie, będzie cień protekcji…

KYDRYŃSKI: – W krakowskim jazzie obserwujemy ciekawe zjawisko… Jest u nas zaledwie kilku dobrych muzyków jazzowych – co jakiś czas łączą się oni w jeden zespół i grają wspólnie, potem z trzaskiem rozpadają się na szereg grup drobniejszych gwałtownie ze sobą rywalizujących, po czym łączą się ponownie itd.

KOMEDA: – Chodzi ci o zespół Jazz Believers i o Andrzeja Kurylewicza, który stworzył obecnie własne trio. No, cóż – mamy po prostu inne podejście do spraw jazzu i trudno nam się pogodzić. Czy to źle? Raczej chyba dobrze – konkurencja zawsze zmusza do podnoszenia jakości produkcji… Było nas w Jazz Belivers trzech pianistów, możliwe, że Andrzej Trzaskowski i ja zaszliśmy zbyt daleko w swym eksperymentowaniu w poszukiwaniu czystego, trudnego jazzu nowoczesnego, w manii stworzenia czegoś całkiem nowego. Kurylewicz ma chyba do jazzu podejście bardziej życiowe, jest pianistą ekspresyjnym, wypowiadającym się innymi środkami, a przy tym nie miał zamiaru – zapewne zresztą i słusznie – podporządkowywać się nieodpowiadającej mu linii zespołu… Kierownictwo Jazz Believers objął obecnie Jan Wróblewski. Wrócił z USA, gdzie bardzo wiele skorzystał, przyjechał z ogromną pasją do gry, jaka i nam się chyba udzieliła.

KYDRYŃSKI: – Słyszałem, że ćwiczysz obecnie na alcie; Kurylewicz debiutował niedawno na trąbce… Czy ta ucieczka krakowskich pianistów jazzowych do instrumentów dętych ma podłoże czysto artystyczne, czy też chcecie się po prostu jakoś pomieścić na tym niewielkim, jak by nie było, terenie?

KOMEDA: – Opanowywanie przez jazzmanów dwu czy nawet trzech instrumentów jest na całym świecie zjawiskiem dość powszechnym. Trudno to zresztą nazwać ucieczką, nie myślę przecież rezygnować z fortepianu, lecz grać i na tym, i na tym. Dlaczego? Sądzę, że to mnie w jakimś sensie rozwinie artystycznie. Są problemy, których nie rozwiązywałbym na fortepianie, natomiast na instrumencie melodycznym, na saksofonie muszę się na nie natknąć i muszę je pokonać. Nawet nie ćwicząc teraz na fortepianie, a grając wyłącznie na saksofonie, równocześnie korzystam jako pianista. Nie wiem, czy to dobrze rozumiesz?

KYDRYŃSKI: – Chyba tak. Ale czy inne sprawy nie wchodziły tutaj w grę?

KOMEDA: – Ogólny brak „dęciaków”. Na pewno łatwiej w jazzie o pianistę niż o trębacza, saksofonistę czy klarnecistę.

KYDRYŃSKI: – A czy opanowanie drugiego instrumentu zajmuje pianiście jazzowemu dużo czasu?

KOMEDA: – Zależy. I od pianisty, i od instrumentu. W zasadzie nie powinno. Pianista musi już bowiem znać podstawy harmonii jazzowej, zasady improwizacji, poczucie frazy jazzowej… Pozostaje właściwie tylko technika gry i uchwycenie specyficznych właściwości każdego instrumentu.

KYDRYŃSKI: – A teraz coś z innej dziedziny: co sądzisz o krytyce jazzowej w Polsce?

KOMEDA: – Nie istnieje.

KYDRYŃSKI: – W ogóle?

KOMEDA: – W ogóle. Na pocieszenie powiem ci jednak, że jest z nią kiepsko na całym świecie, nawet w USA. Będę z tobą zupełnie szczery: w Polsce jest tylko jeden człowiek, którego zdanie przy analizie produkcji jazzowych uważam za pełnowartościowe. Jerzy Skarżyński. On jednak nie pisuje recenzji.

KYDRYŃSKI: – Swoją drogą, jesteś odważny. Teraz wszyscy ci, co pisują o jazzie potwornie cię skrytykują. Ja pierwszy.

KOMEDA: – Ty piszesz o jazzie w sposób informacyjny, a nie analityczny.

KYDRYŃSKI: – To nic. Objadę cię w sposób informacyjny. Jak po tym wszystkim, co powiedziałeś, widzisz przyszłość jazzu w Polsce?

KOMEDA: – Nie najlepiej. Poważny muzyk jazzowy nie posiada bowiem właściwych możliwości rozwoju. Grając na koncertach dla tysiąca czy choćby pięciuset osób, trudno eksperymentować. Trudno wymagać, aby aż tylu ludzi było zainteresowanych w trudnym procesie powstawania bardzo skomplikowanej improwizacji. Nigdzie na całym świecie nie ma takiej sytuacji i dlatego wszędzie nawet najwybitniejsi muzycy jazzowi grywają na koncertach muzykę wartościową, ale bardziej przystępną, łatwiej zrozumiałą, ekspresyjną, biorącą… Natomiast w małych klubach jazzowych, jakie po wielu krajach istnieją, grają oni już tylko dla siebie i dla bardziej zorientowanych fanatyków jazzu. Tam starają się stworzyć coś nowego, tam mają do tego odpowiednią atmosferę. Poza tym – nagrywają płyty. Jest dziś sprawą zupełnie jasną, że rozkwit jazzu to przede wszystkim płyty. My nie mamy klubów jazzowych tego typu i nie nagrywamy płyt. Jak wobec tego można oceniać przyszłość jazzu w Polsce?…

KYDRYŃSKI: – Nie wesoło, zapewne. Ale pozostają jeszcze taśmy magnetofonowe. Nie jest to wprawdzie to samo, co płyty, ale dobrze zorganizowana akcja nagrywania ciekawszych produkcji na taśmy i stworzenia czegoś w rodzaju archiwum taśmowego polskiego jazzu, mogłaby chyba w jakimś sensie zastąpić longplay’e… A co do koncertów – czy to znaczy, że jutro i pojutrze w Filharmonii Krakowskiej będziecie grali muzykę „biorącą”?

KOMEDA: – W każdym razie będziemy się starali „wziąć” słuchaczy…

L. Kydryński, „Postanowiłem porozmawiać z Komedą…”, „Dziennik Polski” 21-22 IX 1958


Ślub Zofii Lach i Krzysztofa Trzcińskiego, Teresy Ferstner i Andrzeja Trzaskowskiego w Krakowskim Urzędzie Stanu Cywilnego

30 października, tuż przed V Festiwalem Zaduszki Krakowskie, miejsce miały dwa śluby i jedno wspólne wesele: Krzysztofa Komedy z Zofią Lach i Andrzeja Trzaskowskiego z Teresą Ferstner.


Ślub Zofii Lach i Krzysztofa Komedy


Krzysztof Komeda i Zofia Komedowa, 18.02.1958, Zakopane
fot. Wojciech Plewiński


Kadr z filmu „Dwaj ludzie z szafąRomana Polańskiego z muzyką Krzysztofa Komedy

W 1958 roku premierę miał film Romana Polańskiego DWAJ LUDZIE Z SZAFĄ z muzyką Krzysztofa Komedy. To był początek współpracy z innymi wielkimi reżyserami.