Bill Evans


Oprac. Ewa Kałużna, fot. David Redfern

Bill Evans, 1965
Fot. David Redfern


16 sierpnia 2019. przypada 90. rocznica urodzin amerykańskiego pianisty i kompozytora jazzowego, jednego z najwybitniejszch w historii. Niestety, narkotyki i wyniszczenie organizmu zabrały go przedwcześnie, w wieku zaledwie 51 lat,

BILL EVANS

(właśc. William John Evans; ur. 16 sierpnia 1929, zm. 15 września 1980).

Charakterystyczne w jego twórczości, impresjonistyczne harmonie, nowatorskie interpretacje standardów jazzowych i "śpiewające", niezależne rytmicznie linie melodyczne, miały bezpośredni wpływ na kolejne pokolenia pianistów, jak Chick Corea, Herbie Hancock, Michel Petrucciani, John Coltraine, Bobo Stenson czy Keith Jarrett. Podobnie jak Miles Davis, Evans był pionierem jazzu modalnego, lubując się w harmoniach, które pomagały uniknąć charakterystycznych elementów bebopu i wcześniejszych form jazzu.

Piotr Jagielski tak pisze o Billu Evansie: "Pierwszym, najbardziej naskórkowym odczuciem, dochodzącym do głosu, gdy widzę grającego Evansa, jest obawa, że za chwilkę wyzionie ducha. Grając, wygląda naprawdę poważnie i niepokojąco, jak chory, któremu nie pozostało już wiele nadziei na powrót do zdrowia. Zawsze boję się, że za moment pochyli się jeszcze niżej, spuści głowę aż pod klawiaturę i złamie się na pół. Z czasem wszystko zaczyna wyglądać, jakby złamanie stało się faktem już po kilku pierwszych akordach, a jego samego, przepołowionego, w kupie trzyma tylko, dwa numery za duży, garnitur. Usłyszałem kiedyś, że istnieją trzy kategorie muzyków. Na pierwszą składają się ci, którzy obdarzeni są bogatą wyobraźnią poetycką, przepełniają ich fantastyczne pomysły, które jednak pozostają na zawsze w formie niezrealizowanych planów, wobec braków warsztatowych. Druga kategoria to wybitni, w pełni wykwalifikowani rzemieślnicy, z łatwością operujący dowolną formą, którą niestety pozostawiają pustą, jako że brak im właśnie dobrodziejstwa imaginacji. Jest wreszcie trzecia grupa - niezwykle wąska i ekskluzywna - muzyków, którzy potrafią przełożyć swoje myśli na dźwięk. Do tej trzeciej kategorii zalicza się Bill Evans" (jazzarium.pl).

Jego rodzicami byli Harry i Mary Evans (z domu Soroka). Ojciec był pochodzenia walijskiego i prowadził pole golfowe, matka pochodziła z górniczej rodziny Karpato-Rusinów. Małżeństwo rodziców było burzliwe z powodu intensywnego picia, uprawiania hazardu i licznych nadużyć ojca.

Pierwsze muzyczne kształcenie Bill otrzymał w kościele swojej mamy. Była ona pianistką-amatorką, zainteresowaną współczesnymi kompozycjami muzyki poważnej.

Ze względu na destrukcyjny charakter Harry'ego Evansa, Mary Evans często opuszczała dom ze swoimi dwoma synami, wyjeżdżając do Somerville, do swojej siostry Justine Epps. Tam Bill rozpoczął lekcje gry na fortepianie u miejscowej nauczycielki, Helen Leland. W wieku 7 lat Bill zaczął także naukę gry na skrzypcach, a wkrótce na flecie i piccolo. Chociaż szybko porzucił te instrumenty, uważa się, że wpłynęły one znacząco na jego styl gry na klawiszach. Później wymieniał Mozarta, Beethovena i Schuberta jako najczęściej granych przez niego kompozytorów.

W wieku lat 13 Bill umiał już biegle czytać nuty a vista, co znacząco ułatwiło mu poznawanie nowych utworów. Był wówczas również biegłym flecistą i skrzypkiem.

W tym czasie Bill zastąpił swojego brata Harry’ego w zespole Buddy’ego Valentino. Umiał już wtedy inteligentnie interpretować muzykę poważną, jednak nie potrafił improwizować.

Początkowo grał dokładnie zapis nutowy (była to muzyka taneczna i jazz), jednak w krótkim czasie zaczął uczyć się improwizacji i rozwijać swoją wiedzę na temat harmonii.

W późnych latach 40. grał boogie woogie w klubach Nowego Jorku i na weselach za drobne napiwki.

W tym czasie poznał multiinstrumentalistę Dona Elliotta, z którym później nagrywał płyty. Innym ważnym wpływem był basista George Platt, który wprowadził Evansa do harmonicznych zasad muzyki.

Evans słuchał także w tym okresie Earla Hinesa, Colemana Hawkinsa, Buda Powella, George'a Shearinga, Stana Getza i Nat King Cole'a. Szczególnie podziwiał Cole'a.

Po ukończeniu szkoły średniej we wrześniu 1946, Evans uczęszczał do Southeastern Louisiana University, do klasy fletu. Równolegle Studiował interpretację fortepianu klasycznego u Louisa P. Kohnopa, Johna Venettozzi i Ronalda Stetzela. Kluczową rolę w rozwoju Evansa odegrała Gretchen Magee, której metody nauczania pozostawiły ważny ślad w jego stylu kompozycji.

Na trzecim roku studiów Evans skomponował swój pierwszy znany utwór - "Very Early".

Mniej więcej w tym czasie skomponował także utwór "Peace Piece".

Evans uważał ostatnie trzy lata studiów za najszczęśliwsze w swoim życiu.

Podczas studiów Evans poznał gitarzystę Mundella Lowe'a, a po ukończeniu uczelni stworzyli oni trio z basistą Redem Mitchellem. Cała trójka przeniosła się do Nowego Jorku, a następnie do Calumet City w Illinois.

Pierwszą profesjonalną pracą Billa Evansa była gra z, powstałym w Chicago, zespołem saksofonisty Herbie'ego Fieldsa. Latem 1950 zespół odbył 3-miesięczną trasę, akompaniując Billie Holiday. W skład zespołu wchodzili trębacz Jimmy Nottingham, puzonista Frank Rosolino i basista Jim Aton. Po powrocie do Chicago, Evans i Aton pracowali jako duet w klubach, często wspierając piosenkarza Lurleana Huntera.

Niedługo potem Evans otrzymał powołanie do armii USA. Podczas trzyletniego (1951-1954) pobytu w armii, Evans grał na flecie, piccolo i fortepianie w Fort Sheridan. Był także gospodarzem programu jazzowego w obozowej stacji radiowej, i od czasu do czasu występował w klubach w Chicago, gdzie poznał piosenkarkę Lucy Reed, z którą zaprzyjaźnił się. Spotkał się także z piosenkarzem i basistą, Billem Scottem, oraz pianistą jazzowym z Chicago, Samem Distefano, jego towarzyszem z plutonu. Zostali oni bliskimi przyjaciółmi Evansa.

Pobyt Evansa w wojsku był traumatyczny, i później przez całe lata muzyk miał koszmary z tym związane.

Około 1953 Evans skomponował swoją najbardziej znaną melodię - "Waltz for Debby", dla swojej małej siostrzenicy



W tym okresie Evans zaczął rekreacyjnie używać narkotyków, paląc od czasu do czasu marihuanę.

Został zwolniony z wojska w styczniu 1954. Wszedł wówczas w swój pierwszy okres odosobnienia, wywołany ostrą krytyką, z jaką spotkał się w czasie występów w wojsku. Wziął urlop naukowy i zamieszkał z rodzicami. Założył studio nagrań, nabył fortepian i pracował nad swoją techniką. Samokrytyczny Evans uważał, że brakuje mu naturalnej płynności innych muzyków.

W lipcu 1955 Evans wrócił do Nowego Jorku i zapisał się do Mannes College of Music, na trzyletnie studia podyplomowe z zakresu kompozycji muzycznej.

Podczas studiów grał głównie w mało znanych "Tuxedo gigs" w Friendship Club i Roseland Ballroom, a także na żydowskich weselach.

Pojawiły się jednak także lepsze możliwości, jak gra solo przeciwko Modern Jazz Quartet w Village Vanguard, gdzie pewnego dnia Evans zobaczył, jak Miles Davis przysłuchuje sie jego grze. W tym okresie Evans spotkał także Theloniousa Monka.

Evans wkrótce zaczął występować w klubach Greenwich Village z Donem Elliottem, Tonym Scottem i Mundellem Lowe, a także z bandleaderem, Jerrym Waldem. Zagrał na niektórych płytach Walda, a pierwszą było "Listen the Music of Jerry Wald", na której wystąpił także przyszły perkusista Evansa, Paul Motian.

Na początku 1955 piosenkarka Lucy Reed przeprowadziła się do Nowego Jorku, by grać w Village Vanguard i The Blue Angel. W sierpniu nagrała "The Singing Reed" z zespołem, w skład którego wszedł Evans.

W tym okresie Bill poznał dwóch przyjaciół Reed - menadżerkę Helen Keane, która siedem lat później została jego własną agentką, i George'a Russella, z którym wkrótce miał pracować.

W tym samym roku Evans dokonał swojego pierwszego nagrania, w małym zespole Dicka Garcii - "A Message from Garcia"



Równolegle, Evans kontynuował pracę z Tonym Scottem, grając w Preview Modern Jazz Club w Chicago, w okresie od grudnia 1956 do stycznia 1957, i nagrywając album "The Complete Tony Scott"



W 1956 Evans nagrał swój debiutancki album - "New Jazz Conceptions", przedstawiający m.in. oryginalne wersje "Five" i "Waltz for Debby" (od 25:12 min)



"Five" było przez pewien czas melodią pożegnalną trio Evansa podczas występów



Po wydaniu albumu Evans spędził dużo czasu, studiując partytury Bacha, by ulepszyć swoją technikę.

W 1957 rozpoczął współpracę z George'em Russellem. Wziął udział w serii nagrań o nazwie "Jazz Workshop", razem z trębaczem Artem Farmerem, gitarzystą Barrym Galbraithem i basistą Miltem Hintonem. Przygotowanie albumu zajęło rok. Wydawnictwo okazało się sukcesem, dzięki któremu Russell mógł uciec od swojego żałosnego stylu życia. Evans wykonał tam godne uwagi solo w "Concerto for Billy the Kid"



W kwietniu 1958 Bill Evans został zatrudniony przez Milesa Davisa w słynnym sekstecie, stając się jedynym białym członkiem zespołu. Współpraca ta, choć dość krótka, bo zaledwie 8-miesięczna, była jedną z najbardziej owocnych w historii jazzu.

Przed przystąpieniem Evansa do sekstetu, formację tworzyli John Coltrane, Cannonball Adderley, Paul Chambers i Philly Joe Jones. Davis rozpoczął swoją działalność w modalnym jazzie, wydając z tym składem album "Milestones".

Podejście Evansa do improwizacji wywarło głęboki wpływ na styl Davisa, który napisał później w autobiografii: "Bill miał ten cichy ogień, który kochałem w fortepianie. Sposób, w jaki do tego podchodził, dźwięk, jaki wydobywał, były jak kryształowe nuty albo mieniąca się woda, spadająca z czystego wodospadu. Jestem pewien, że nauczyłem się wiele od Billa Evansa. Grał na fortepianie tak, jak się powinno".

U Evansa narastało w tym czasie poczucie niedowartościowania. Podczas gry w kwintecie Davisa musiał zmierzyć się z problemem rasizmu, jako jedyny biały w zespole. Bywało, że podczas koncertów publiczność nie nagradzała jego gry brawami po długich, imponujących solowych improwizacjach, tylko dlatego, że uważała zespół Davisa za miejsce dla promowania się czarnych muzyków. A John Coltrane postanowił w ogóle nie odzywać się do niego (tzw. silent treatment). Ostatecznie doprowadziło to do rozstania się pianisty z genialnym składem Davisa pod koniec 1958. Wziął on jednak udział w nagraniu kultowego albumu "Kind of Blue" (1959)



Najprawdopodobniej podczas pracy z Davisem u Evansa rozwinął się w całej pełni nałóg narkotykowy.

W 1959 Evans skonstruował pierwszy ze swoich własnych zespołów - z Paulem Motianem na perkusji i Scottem LaFaro na kontrabasie. Grupa wycisnęła z idei tria jazzowego wszystko, co było do wyciśnięcia.

Krystaliczne, wrażliwe i poetyckie brzmienie Evansa, w połączeniu z masywnym, niemal nieludzkim głosem kontrabasu LaFaro, dawało piorunujący efekt, który uzupełniał z wyczuciem Motian. Zespół na całe lata ustanowił nowy wzorzec gry tria jazzowego - niemal każde kolejne, m.in. Keitha Jarretta, McCoya Tynera czy Brada Mehldau, musiało zmierzyć się z tym ideałem.

Trio nagrało cztery płyty, z których dwie ostatnie uznawane są za największe nagrania jazzowe wszech czasów -
"Portrait in Jazz" (1960)



"Explorations" (1961)



"Sunday at the Village Vanguard" (1961)



"Waltz for Debby" (1961)



W 2005 całe sesje nagraniowe tria zostały zebrane na 3-płytowym zestawie "The Complete Village Vanguard Recordings, 1961"



Po nagłej śmierci LaFaro w 1961, który zginął w wypadku 10 dni po występie w Vanguard, Evans był zdruzgotany. Przeżył głębokie załamanie. Na kilka miesięcy zaprzestał nagrań i występów publicznych. Jednak w 1962 ponownie uformował trio, zastępując LaFaro basistą Chuckiem Israelsem i wstępnie zostawiając Motiana na perkusji. Wynikiem były dwie płyty - "Moonbeams" oraz "How My Heart Sings" (1962)



W 1963 ukazało się wydawnictwo "Conversations with Myself". Była to absolutnie innowacyjna płyta, na której Evans użył overdubbingu, nakładając na siebie osobno nagrane ścieżki fortepianowe, do trzech w każdym utworze (nagroda Grammy w kategorii Best Instrumental Jazz Performance - Soloist or Small Group)



23 sierpnia 1964 Evans nagrał w ciągu czterech godzin longplay "Waltz for Debby", w duecie ze szwedzką piosenkarką Monicą Zetterlund



W 1966 rozpoczął, trwającą w sumie 11 lat, współpracę z portorykańskim basistą, Eddie'em Gómezem. Jedno z najbardziej znaczących wydań w tym okresie to "At the Montreux Jazz Festival" (1968). Mimo, że był to jedyny album, który Evans nagrał z perkusistą Jackiem DeJohnette (którego potem zaprosił do współpracy Miles Davis), jest lubiany przez fanów z powodu wspaniałej energii i interakcji w trio



W 1968 ukazał się rewelacyjny album solowy Evansa - "Alone", zawierający prawie 15-minutową wersję utworu "Never Let Me Go"



Evans kilkukrotnie zmieniał skład trio. W 1968 dołączył perkusista Marty Morell i pozostał w nim do 1975. Była to najbardziej stabilna i długotrwała grupa Evansa. Porzucił on w tym czasie nałóg heroinowy, wkroczył w okres osobistej stabilności.

Zespół nagrał kilka płyt, łącznie z "From Left to Right" (1970), przedstawiającą pierwsze użycie przez Evansa elektrycznego fortepianu



a także "The Bill Evans Album" (1971), która otrzymała dwie Grammy



"The Tokyo Concert" (1973)



"Since We Met" (1974)



oraz "But Beautiful" (1974), przedstawiającą trio Evansa oraz legendarnego Stana Getza na saksofonie tenorowym w występie na żywo w Holandii i Belgii (wydana pośmiertnie w 1996)



W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Morell był energetycznym, idącym przed siebie perkusistą, co spotkało się z krytyką, polegającą na zarzutach, że dla Evansa był to okres niewielkiego rozwoju. Po odejściu Morella, Evans i Gómez nagrali jeszcze dwie płyty - "Intuition" i "Montreux III"



W 1974 Bill Evans nagrał wieloczęściowy koncert jazzowy, specjalnie napisany dla niego przez Clausa Ogermana - "Symbiosis"



W 1976 Marty Morell został zastąpiony przez Eliota Zigmunda. Rezultatem była ciekawa współpraca. Jeszcze w tym samym roku trio nagrało płytę - "I Will Say Goodbye"



a w 1977 - "You Must Believe in Spring" (wydana pośmiertnie)



Płyty te ukazały zmiany, które stały się znaczące na ostatnim etapie kariery Evansa. Położono większy akcent na zbiorową improwizację i interakcję. Evans osiągnął nowe wyżyny ekspresyjności w solówkach. Podjęto także eksperymenty, związane z harmonią i tonacjami.

W tym czasie Evans współpracował również z wokalistą Tonym Bennettem na płytach "The Tony Bennett / Bill Evans Album" (1975)



oraz "Together Again" (1977)



Gómez i Zigmund opuścili Evansa w 1978. Zaprosił on wówczas Philly Joe Jonesa, swojego ulubionego perkusistę wszech czasów, z którym nagrał płytę jeszcze w 1957. Równocześnie próbowano kilku basistów - najdłużej pozostał Michael Moore.

Ostatecznie jednak Evans postawił na perkusistę Joe'ego LaBarberę i basistę Marka Johnsona. To trio było jego ostatnim i - jak twierdził sam Evans - najlepszym. Mimo, że trio wydało tylko jedną płytę przed śmiercią Evansa - "The Paris Concert - Edition One" oraz "Edition Two" (1979) - rywalizowało ono z pierwszym triem Evansa (i być może je przewyższyło) w swych potężnych, grupowych interakcjach.

Impresjonizm Debussy’ego z pierwszego tria otworzył drogę do ciemnego i nagłego, lecz niezaprzeczalnie czarującego, zniewalającego, romantycznego ekspresjonizmu



Mimo, a może właśnie z powodu, ogromnego sukcesu, jaki Evans odniósł w swojej karierze, muzyk prowadził niezwykle samodestrukcyjny tryb życia. Uzależnienie od heroiny trwało przez większość kariery Evansa. Miał on również słaby ogólny stan zdrowia i kiepską sytuację finansową przez większość lat 60., co pogłębiało nałóg. W latach 70. kokaina stała się ostatecznie fatalnym problemem dla Evansa. Pod koniec lat 70. Evans zerwał z heroiną, używając metadonu, co z kolei doprowadziło do uzależnienia od kokainy. Zaczął od jednego grama na weekend, ale później zaczął brać kilka gramów dziennie. Samobójstwo jego brata Harry'ego mogło również wpłynąć na jego stan emocjonalny po 1979. Szwagierka Billa, Pat Evans, oświadczyła, że ​​wiedziała, że ​​Bill nie przetrwa bez narkotyków po śmierci Harry'ego.

Udokumentowano, że Bill dobrowolnie zrezygnował z leczenia przewlekłego zapalenia wątroby. Twierdził, że i tak umrze w krótkim czasie.

Jego ciało odmówiło całkowicie posłuszeństwa we wrześniu 1980. Spustoszony przez narkotyki, leki psychoaktywne, uszkodzoną wątrobę i walkę przez całe życie z żółtaczką, Bill Evans zmarł 15 września 1980, w wieku zaledwie 51 lat.

Bezpośrednimi przyczynami śmierci były choroba wrzodowa, marskość wątroby i odoskrzelowe zapalenie płuc. Gene Lees podsumował walkę Evansa z narkotykami jako "najdłuższe samobójstwo w historii".

R.I.P. [*]

Dyskografia Billa Evansa: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Dyskografia_Billa_Evansa

Krytyk Richard S. Ginell stwierdził w swojej książce, że "z upływem czasu Bill Evans stał się szkołą samą w sobie dla pianistów i światem wyjątkowego nastroju dla słuchaczy. Nie ma bardziej wpływowego jazzowego pianisty - tylko McCoy Tyner wywarł podobny wpływ wśród młodszych pianistów i innych profesjonalistów. Evans pozostawił swój ślad na takich wybitnych pianistach, jak Herbie Hancock, Keith Jarrett, Chick Corea, Brad Mehldau" (Richard S. Ginell "Bill Evans", 2010).

Kunszt Billa Evansa stał się wzorem dla wielu pianistów różnych gatunków. Jego muzyka ukazała kreatywne mistrzostwo harmonii, rytmu i interpretacji jazzowej, łącząc elementy jazzu, muzyki poważnej i muzyki etnicznej. W swoich duetach i triach Evans rozwinął w bezprecedensowy sposób unikalną ideę gry zespołowej oraz właściwego dla muzyki poważnej wyczucia formy i koncepcji skali.

Dorobek Evansa wciąż wywiera wpływ na pianistów, gitarzystów, kompozytorów i interpretatorów muzyki jazzowej na świecie. Wiele jego utworów, jak "Waltz for Debby", "Turn Out the Stars", "Very Early" czy "Funkallero", stało się standardami jazzowymi.

W trakcie kariery Bill Evans otrzmał 31 nominacji do Grammy, z których wygrał siedem. W 1994 został pośmiertnie odznaczony nagrodą Grammy Lifetime Achievement Award.

"Bill Evans był personifikacją skupienia na grze. Nie był zainteresowany niczym innym, jak tylko muzyką. Nie interesowała go publiczność, nie interesowała go recepcja, nawet towarzyszący mu muzycy interesowali go tylko dlatego, że sami byli częścią jego muzyki, i w równej mierze odpowiadali za jej jakość. Bill Evans był samotnikiem i indywidualistą, ale przede wszystkim był jednym z najgłębszych, najbardziej wrażliwych i przejmujących muzyków" (jazzarium.pl).

Posłuchajmy:
Bill Evans Trio - "My Foolish Heart", Live 1965
Bill Evans - piano
Chuck Israels - bass
Larry Bunker - drums



Bill Evans Trio - Copenhagen Rehearsal Tape, Live 1966
Bill Evans - piano
Eddie Gómez - bass
Alex Riel - drums



Bill Evans Trio - "Round Midnight", Live 1970
Bill Evans - piano
Eddie Gómez - bass
Marty Morell - drums



Bill Evans & Tony Bennett - "Together Again", Live 1977



Bill Evans Trio - "Someday My Prince Will Come", Live 1979
Bill Evans - piano
Marc Johnson - bass
Joe LaBarbera - drums



Bill Evans Trio Live in Molde Cinema, 1980