Duke Ellington

Oprac. Ewa Kałużna fot. Lapham Quarterly


29 kwietnia mija 120. rocznica urodzin jednego z największych kompozytorów w historii jazzu. Nazwano go Księciem, ale on w pełni zasługuje na miano Króla Kompozycji Jazzowej...
DUKE ELLINGTON
(wlaśc. Edward Kennedy "Duke" Ellington; ur. 29 kwietnia 1899, zm. 24 maja 1974), amerykański pianista, bandleader, kompozytor i aranżer jazzowy, dyrygent jazzowej orkiestry, którą prowadził od 1923, przez całą karierę, trwającą 50 lat.
Ellington napisał co najmniej dwa tysiące kompozycji. Jest to największy dorobek nagrań autorskich w historii jazzu. Wiele z jego utworów stało się standardami.

"Orkiestra Duke’a Ellingtona to skomplikowany splot różnorodnych, trudnych do rozszyfrowania psychicznych i muzycznych powikłań. Z pewnością grała ona muzykę Duke’a Ellingtona, ale była to zarazem muzyka każdego z członków orkiestry.
Wiele utworów Ellingtona to prawdziwe dzieła kolektywu, któremu przewodził jednak Duke Ellington.
Największym darem Duke’a Ellingtona była z pewnością owa dynamiczna wola, z jaką narzucał on swoje pomysły muzykom, wywołując w nich równocześnie wrażenie, jakby w gruncie rzeczy pomagał im tylko wyzwolić i rozwinąć ukryte w nich siły.

Ten trudny do wyrażenia stosunek między Ellingtonem a jego muzykami sprawiał wrażenie, że wszystko, co napisał, napisał tylko dla siebie i swojej orkiestry, i że nikt inny nie potrafi już tego zagrać" - napisał niemecki krytyk, Joachim Ernst Berendt.

Rodzice Duke'a, James Edward Ellington i Daisy Kennedy Ellington, pochodzili z czarnej klasy średniej. Duke wychowywał się w luksusowych warunkach.
W wieku siedmiu lat rozpoczął naukę gry na fortepianie u Marietty Clinkscales.
W późniejszych latach żartował, że na początku wpoiła mu, żeby nigdy, pod żadnym pozorem, nie występował na scenie razem z Oscarem Petersonem.
Daisy Ellington otaczała swojego syna dostojnymi osobami, by wzmocnić jego dobre maniery i nauczyć go żyć elegancko. Przyjaciele z dzieciństwa zauważyli, że jego gracja i elegancki ubiór skłaniały go do zachowywania się, jak młody szlachcic. Zaczęli więc nazywać go "księciem" (ang. duke).

Latem 1914, pracując jako sprzedawca wody sodowej w "Poodle Dog Café", Ellington napisał swój pierwszy utwór - "Soda Fountain Rag" (znany także jako "Poodle Dog Rag").
Napisał go ze słuchu, gdyż nie umiał jeszcze czytać nut. W swojej autobiografii "Music Is My Mistress" (1973), Ellington napisał, że w dzieciństwie przegapił więcej lekcji muzyki niż ich odbył, czując, że gra na fortepianie nie jest jego powołaniem.

W wieku 14 lat Duke zaczął się wślizgiwać do Frank Holiday's Poolroom - sali bilardowej, w której grywali znani pianiści.
Miłość Ellingtona do tego instrumentu rozkwitła. Zaczął słuchać, oglądać i naśladować pianistów, grających ragtime, nie tylko w Waszyngtonie, ale w Filadelfii i w Atlantic City, gdzie spędzał wakacje z matką w miesiącach letnich.
Czasami słyszał dziwną muzykę, graną przez tych, którzy nie mogli sobie pozwolić na wiele arkuszy nutowych, więc w przypadku improwizacji grali z arkuszy, przewróconych do góry nogami.

Henry Lee Grant, nauczyciel muzyki w Dunbar High School, dawał mu prywatne lekcje harmonii.
Dzięki dodatkowemu przewodnictwu waszyngtońskiego pianisty i lidera zespołu, Olivera "Doca" Perry'ego, Ellington nauczył się czytać nuty, projektować profesjonalny styl i doskonalić technikę.
Zawsze z największą wdzięcznością wyrażał się o Perrym, który dał mu o wiele bardziej konkretne wskazówki niż pani Clinkscales - nauczył go, "jak rozczytywać tematy i rozpoznawać akordy".

Dzięki różnym formom nauki, w tym także pracy własnej, Ellington zaczął zarabiać uprawianiem muzyki już jako nastolatek. Jedna z jego pierwszych prac polegała na improwizowaniu, odpowiedniego do sytuacji, “nastrojowego" podkładu, który towarzyszył występom wędrownego magika i wróżki. Inspiracją dla Ellingtona były także jego pierwsze spotkania ze stride pianistami, Jamesem P. Johnsonem i Luckey'em Robertsem. Później w Nowym Jorku zasięgnął porady Willa Marion Cooka, Fatsa Wallera i Sidney'a Becheta.

Ellington zaczął grać koncerty w kawiarniach i klubach w okolicach Waszyngtonu.
Jego przywiązanie do muzyki było tak silne, że w 1916 odrzucił stypendium artystyczne w Pratt Institute na Brooklynie.
Trzy miesiące przed ukończeniem szkoły zrezygnował z nauki w Armstrong Manual Training School.

Założył warsztat malowania szyldów. Od 1916 zaczął gromadzić grupy, grające muzykę taneczną.
W 1919 poznał perkusistę Sonny'ego Greera z New Jersey, który zachęcał go do zostania profesjonalnym muzykiem.

Ellington zbudował swój biznes muzyczny poprzez żmudną, codzienną pracę.

Równocześnie miał posadę posłańca w amerykańskiej marynarce wojennej i departamentach stanowych, gdzie nawiązał szeroką gamę kontaktów.

Wkrótce wyprowadził się z domu rodziców.
Początkowo grał w różnych zespołach, a pod koniec 1917 założył swoją pierwszą grupę - The Duke's Serenaders. Był także agentem tej grupy.
Pierwszy występ odbył się w True Reformer's Hall, gdzie Duke zarobił 75 centów.

Zespół Ellingtona grał w całym Waszyngtonie oraz w Wirginii, na prywatnych przyjęciach i imprezach w ambasadach.
Grupa składała się z przyjaciół z dzieciństwa - Ottona Hardwicka na saksofonie, Arthura Whetsola na trąbce, Elmera Snowdena na banjo i Sonny'ego Greera na perkusji.
Zespół rozwijał się, występując zarówno dla Afroamerykanów, jak i białych, co było rzadkością w czasach segregacji rasowej.

Kiedy jego perkusista, Sonny Greer, został zaproszony do przyłączenia się do Wilber Sweatman Orchestra w Nowym Jorku,
Ellington podjął decyzję, by porzucić swoją udaną karierę w Waszyngtonie, i przenieść się do Harlemu, ostatecznie stając się częścią ruchu Harlem Renaissance.
W Harlemie pojawiły się nowe szaleństwa taneczne, jak charleston, a także m.in. afroamerykański teatr muzyczny "Shuffle Along" Eubie Blake'a.

Po tym, jak młodzi muzycy opuścili Wilber Sweatman Orchestra i postanowili występować na własną rękę, natrafili na rodzącą się scenę jazzową, która była bardzo konkurencyjna i trudna do wniknięcia.
Na szczęście młody zespół trafił na stride pianistę, Willie'ego "The Lion" Smitha, który wprowadził ich na scenę jazzową i dał im trochę pieniędzy, by przetrwali. Po kilku miesiącach zniechęceni muzycy wrócili jednak do Waszyngtonu.

W czerwcu 1923 występ w Atlantic City w New Jersey doprowadził do koncertu w prestiżowym "Exclusive Club" w Harlemie. Grupa powróciła do Nowego Jorku.
Zespół przeniósł się do "Hollywood Club" na rogu 49. i Broadway, gdzie otrzymał czteroletni angaż. To dało Ellingtonowi solidną bazę artystyczną. Zespół zyskał z czasem tak wielką popularność, że głośno było o nich w całych Stanach Zjednoczonych.

Grupa początkowo nazywała się Elmer Snowden and His Black Sox Orchestra, i miała siedmiu członków, w tym trębacza Jamesa "Bubbera" Mileya. Zmienili nazwę na The Washingtonians.
Snowden opuścił grupę na początku 1924, a Ellington objął kierownictwo zespołu. W ten sposób Duke wkraczał w dwudziesty piąty rok życia jako pianista, kompozytor i kierownik zespołu.
Pojawił się prawdziwy Duke Ellington, który miał stać się jedną z najważniejszych postaci w całej historii jazzu.

Jako członek zespołu The Washingtonians, Ellington nagrał w 1926 pierwszą istotną kompozycję, która trafiła na listy przebojów - "East St. Louis Toodle-Oo"



Rozwinęli własne brzmienie, pokazując nietradycyjne sposoby aranżacji Ellingtona, uliczne rytmy Harlemu, egzotycznie brzmiące puzony i wah-wahy, piskliwe trąbki i saksofonowe zagrywki bluesowe.
Przez krótki czas grał z nimi saksofonista sopranowy Sidney Bechet, przydając młodym członkom zespołu swą napędową siłę i doskonałą muzykalność.

W 1927 zespół Ellingtona był już dość znany na Wschodnim Wybrzeżu i w nowojorskich nocnych klubach. Pod koniec roku jego grupa wygrała konkurs i została zaangażowana w prestiżowym harlemowskim klubie "Cotton Club". Wkrótce, dzięki transmisjom radiowym, klubowych koncertów słuchano w całych Stanach.
Kiedy orkiestra Ellingtona zaczęła występować w "Cotton Club", w jej składzie, oprócz Greera i Hardwicka, znajdowało się wielu wybitnych muzyków, którzy w dużym stopniu przesądzili o jej brzmieniu.

Ton nadawali James “Bubber" Miley - pierwszy trębacz Ellingtona, puzonista Joe “Tricky Sam" Nanton, kontrabasista Wellman Braud oraz Carney, który przez kilkanaście lat był opoką sekcji saksofonów.
Jednakże głównym warunkiem utrzymania się murzyńskiego wykonawcy w amerykańskim show-businessie lat 20. i 30., a tym bardziej odniesienia przez niego sukcesu, była opieka białego obrotnego menadżera. Tak więc spotkanie Ellingtona z Irvingiem Millsem stało się jednym z przełomowych wydarzeń w jego karierze.

W 1927 powstały pierwsze legendarne nagrania Ellingtona - “Black and Tan Fantasy"



oraz “Creole Love Call", z legendarną wokalizą Adelaid Hall


W obu kompozycjach, a także w szybkiej, energicznej “Hot and Bothered", ujawniła się już w pełni uformowana metoda twórcza Ellingtona


Stereotypową pochwałą big-bandu jest stwierdzenie, że gra jak jeden organizm. U Ellingtona było inaczej - jego big-band był doskonale zgrany, ale przede wszystkim był skupiskiem niebywale utalentowanych indywidualności, z których każda posiadała łatwo rozpoznawalne brzmienie.
"Cotton Club" okazał się wymarzonym polem doświadczalnym dla młodego twórcy. Położony był w modnym Harlemie, na scenie dominowali czarni, natomiast wśród publiczności biali.

Ellington, który miał duszę showmana, dawał im to, czego oczekiwali - urozmaiconą muzykę, raz zmysłowo wolną, raz aż do upojenia szybką, przy której mogli podziwiać klubowych tancerzy lub sami tańczyć; ale także muzykę, którą można było słuchać i podziwiać, choćby za nowe brzmienie, znane jako “jungle sound" - brzmienie dżungli.
Termin chwycił i choć dla czarnych wykonawców z pewnością zawierał obraźliwe, rasowe konotacje, dzięki dystansowi i poczuciu humoru Ellingtona stracił swój pejoratywny wydźwięk.

W latach 30. w repertuarze orkiestry pojawiły się takie przeboje, jak “Rocking In Rhythm"

Old Man Blues"
https://www.youtube.com/watch?v=am6FHSEfZa8
"Doin’ The New Low Down"

"Digga Digga Doo"

The Mooche"

i, oczywiście, “Mood Indigo"
https://www.youtube.com/watch?v=GohBkHaHap8
W składzie pokazały się nowe twarze, jak puzonista Juan Tizol, Cootie Williams, który praktycznie zastąpił Mileya, oraz saksofonista altowy Johnny Hodges. Jego liryczne, zabarwione melancholią, ale jednocześnie zmysłowe brzmienie, stało się kluczowym elementem ellingtonowskiej palety barw.
W latach 30. zaczęły powstawać także większe formy Ellingtona, dłuższe niż trzy minuty (tyle bowiem wynosiła długość nagrania płytowego), jak “Creole Rhapsody" z 1931

Po opuszczeniu "Cotton Club" na początku 1931 zespół zdyskontował swoją rosnącą popularność długimi trasami koncertowymi po całym kraju, występami w filmie i koncertami w Europie.
The Washingtonians wyruszyli w najdłuższą trasę koncertową.
Tournee trwało do końca życia Ellingtona.

Prestiż Ellingtona i jego orkiestry wyraźnie rósł i jego muzyką zaczęli się interesować twórcy muzyki klasycznej, jak Constant Lambert, Percy Grainger, Leopold Stokowski czy Igor Strawiński, którzy dostrzegali fenomen oryginalnego talentu murzyńskiego kompozytora.
Również prasa nie szczędziła komplementów pod jego adresem, nazywając go “największym żyjącym amerykańskim kompozytorem".
Mimo to, na koncertach Ellington nadal przedstawiał się z wdziękiem jako “pianista orkiestry".

Nie ma wątpliwości, że metody twórcze Ellingtona całkowicie różniły się od tych, jakimi posługiwali się kompozytorzy akademiccy.
Swoje pomysły często zapisywał na świstku papieru lub je zapamiętywał, by zająć się ich rozwinięciem na najbliższej próbie.
Często też korzystał z pomocy swoich kolegów, którzy podrzucali mu jakiś motyw, część, a nawet cały temat.
Stąd tyle w repertuarze orkiestry kompozycji podwójnego autorstwa. Utwór “The Blues I Love To Sing" został skomponowany przez Duke’a z Mileyem jeszcze w 1928


Caravan" z Tizolem

Jeep’s Blues" z Hodgesem
Z kolei “Bluebird of Delhi", pochodzący z "Far East Suite" (1966), został osnuty na ptasim trelu, który słyszał pod swoim oknem Billy Strayhorn

Dołączył on do orkiestry w 1939 jako aranżer, kompozytor, czasami pianista. Wkrótce stał się najlepszym przyjacielem Duke’a, a także jego muzycznym alter ego i, jak mało kto, przyczynił się do sukcesu orkiestry.
W tym samym czasie co on, do Ellingtona przystali tenorzysta Ben Webster i fenomenalny kontrabasista Jimmy Blanton, który niestety zmarł w 1943, mając zaledwie 23 lata.
Wzmocniona nowymi siłami orkiestra nagrała kilka wspaniałych, typowo ellingtonowskich numerów, jak “Jack The Bear" z nowatorskim solem na kontrabasie Blantona

czy “Just A-Settin’ and A-Rockin’", na którym Webster udowadnia, że piękno jazzowego grania leży w dyskrecji oraz trafnym umieszczeniu dźwięków w czasie, a nie na wykonywaniu tysiąca nut na sekundę


W 1932 utwór Ellingtona "It Don’t Mean a Thing (If It Ain’t Got that Swing)" znalazł się w pierwszej dziesiątce list przebojów, stając się najbardziej rozpoznawalnym utworem artysty.
Mimo że "era swingu" miała nadejść dopiero za trzy lata, to właśnie Duke nadał epoce tę nazwę


Zespół nagrywał także ścieżki dźwiękowe do filmów - "Murder At The Vanities", "May Happy Returns", "A Day at The Races" czy "Hit Parade of 1937".
Ellington pojawił się też w filmie (rola pianisty w barze) Ottona Premingera z 1961 "Anatomy of a Murder", a ścieżka dźwiękowa do tej produkcji przyniosła mu aż trzy nagrody Grammy
https://www.youtube.com/watch?v=QRYyaO_gyNc
Dorobek kompozytorski Ellingtona jest gigantyczny.
Część z jego utworów, jak “Sophisticated Lady", “In A Sentimental Mood", “Don’t Get Around Much Anymore" czy “I’m Beginning to See the Light", od lat należy do żelaznego repertuaru wielkich standardów jazzu.
Ich wartość, oprócz czysto muzycznej, polega także na tym, że uzyskane z nich tantiemy wypełniały dziurę budżetową orkiestry, zwłaszcza w czasie II wojny światowej i w latach późniejszych, kiedy big-bandy prawie całkowicie zniknęły z rynku, z powodu szalejącej inflacji, zamykania sal tanecznych, konkurencji telewizji i - przede wszystkim - pojawienia się rock and rolla.

W ciągu lat 40. i na początku lat 50. Ellington nie przestawał koncertować i nagrywać, ale, mimo że nadal proponował muzykę najwyższej próby, nie odnosił już takich oszałamiających sukcesów jak dawniej.

Przełomem był koncert 7 lipca 1956, podczas festiwalu jazzowego w Newport, który zjednał mu nowych entuzjastów i odrodził dawną popularność.

Na festiwalu w Newport orkiestra miała wystąpić dwa razy tego samego wieczoru - na początku i na końcu całego koncertu.
Pierwsza część występu wypadła dość blado, m.in. przez dekoncentrację lidera, który po wyjściu na scenę zauważył brak czterech muzyków.
Po wykonaniu kilku kompozycji orkiestra zeszła za kulisy. Wróciła o północy, już w pełnym składzie, by wykonać “Newport Jazz Festival Suite", napisaną przez Ellingtona i Strayhorna specjalnie na tę okazję.
Potem Ellington, być może nadal rozdrażniony zachowaniem swoich muzyków i niemrawością muzyki, nagle zmienił repertuar i zapowiedział “Diminuendo and Crescendo In Blue", kompozycję sprzed 20 lat, która już dawno nie była prezentowana na koncertach.
Utwór podzielony jest na dwie części, które miało połączyć solo saksofonisty tenorowego Paula Gonsalvesa.

Orkiestra zaczęła grać i nagle zaczęło się dziać coś dziwnego.
Z apatycznej dotychczas muzyki zaczęła nagle promieniować magnetyczna siła, która całkowicie owładnęła widownią.
Coś takiego może się wydarzyć tylko wtedy, gdy ma się do czynienia z nieprzewidywalnym zespołem indywidualności, artystów wielkiej miary.
Gonsalves wykonał 27 chorusów, publiczność szalała, orkiestra bisowała cztery razy


Wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy po wszystkich branżowych pismach na całym świecie, a twarz “pianisty orkiestry" trafiła na okładkę “Time’a".
Występ w Newport stał się kolejnym momentem przełomowym w karierze Ellingtona, która od tej pory aż do jego śmierci stała się pasmem sukcesów - wszędzie przyjmowany był z honorami, obsypywany nagrodami i zaszczytami; otrzymywał honorowe tytuły i ściskał rękę najwybitniejszym mężom stanu.
Najlepiej sprzedawanym albumem w karierze Duke’a był "Ellington at Newport" z 1956


Do końca dekady i przez całe następne dziesięciolecie Ellington koncertował na całym świecie, nieustannie wzbogacając repertuar o nowe pozycje.
Coraz bardziej koncentrował się na rozbudowanych formach, takich jak suity czy koncerty sakralne - te ostatnie wykonywane w katedrach i kościołach.

Przez cały okres działalności orkiestry Ellingtona jej personel był bardzo stabilny, a niektórzy z jego sidemanów współpracowali z nim przez kilkadziesiąt lat, jak Harry Carney, który pozostał z Dukiem przez 47 lat.
Historia orkiestry Duke’a Ellingtona to na dobrą sprawę historia muzyki jazzowej.
Style i techniki interpretacyjno-brzmieniowe, jakie wprowadzał Ellington, do dziś stanowią wybitne osiągnięcia muzyki orkiestralnej.
To właśnie Duke Ellington po raz pierwszy w 1927 potraktował głos Annie Hall jak instrument.
Kompozycją “Caravan" utorował drogę temu, co wiele lat później określać poczęto jako afro-cuban jazz.

Już w latach 20. stosował “flatted fifht" - charakterystyczny interwał bopu. Wprowadził także do big-bandu saksofon barytonowy i kontrabas.
Dzięki swojej elokwencji i charyzmie, Ellington jest uważany za tego, który podniósł jazz do rangi prawdziwej sztuki, na równi z innymi, bardziej tradycyjnymi, gatunkami muzycznymi.
Jego reputacja znacznie wzrosła po śmierci. W 1999 otrzymał specjalną pośmiertną Nagrodę Pulitzera.

Przez dziesięciolecia twórczość Ellingtona rozpatrywana była w kategoriach wielkiej sztuki, wpłynęła także na twórczość innych muzyków, od jazzu po pop i muzykę klasyczną.
Innowacje Ellingtona, tak w tej chwili oczywiste, stały się zwłaszcza dla jazzu dyrektywami niezbędnymi, bez których rozwój tej muzyki byłby niemożliwy.
Orkiestra i zespoły Duke’a Ellingtona stanowiły w historii jazzu określony standard brzmienia, wysublimowanej melodyki i perfekcyjnej aranżacji.
To nie przypadek, iż wraz z Ellingtonem w studio i na estradzie pojawiali się wybitni jazzmani - Juan Tizol, Billy Strayhorn, Cootie Williams, Johnny Hodges, Barney Bigard, Ben Webster, Rex Stewart, Cat Anderson, Clark Terry, Gerry Mulligan, Dizzy Gillespie, John Coltrane, Charles Mingus czy Joe Pass.

Wielkimi standardami “epoki Ellingtona" były jego kompozycje - “Sophisticated Lady"


Do Nothing Till You Hear from Me"


“I Got It Bad and that Ain't Good"

“Satin Doll"

∆ust Squeeze Me"



Creole Love Call"



Perdidio"



Caravan" (wspólnie z Juanem Tizolem)


Take The 'A' Train"



Chelsea Bridge" (z Billym Strayhornem)



Sukcesem o wielkiej artystycznej randze stały się “Concert of Sacred Music"



The Harlem Suite" https://www.youtube.com/watch?v=FIRdvFfpDIA a także wspólne nagrania z Ellą Fitzgerald (“Ella and Duke at the Cote D’Azur")



z Jimmym Rushingiem, Billy Holiday, Dizzym Gillespie'em, inspirujące nagrania z Maxem Roachem i Charlesem Mingusem (“Money Jungle")



z Johnem Coltrane’em



czy Colemanem Hawkinsem


Setki kompozycji, tysiące nagrań, a nade wszystko bezkres inspiracji czerpanych wprost z Ellingtona, stały się impulsem w muzyce wielu innych twórców. Jego wielkie standardy odnaleźć można na każdej jazzowej płycie. Interpretacje te wskazują wyraźnie na szczególnie kreatywną rolę, jaką Ellington spełnił w stosunku do rozwoju szeroko rozumianej muzyki XX w.

Dyskografia:

https://en.wikipedia.org/wiki/Duke_Ellington_discography

Ellington jest laureatem 11 Grammy i 22 nominacji
https://www.grammy.com/grammys/artists/duke-ellington

Posłuchajmy także:
Duke Ellington and His Orchestra - "Bundle of Blues", Live 1933


Ben Webster with Duke Ellington's Orchestra - "Stardust", Fargo 1940


Duke Ellington and His Orchestra - "Diminuendo and Crescendo in Blue" 1960 Live


Duke Ellington and His Orchestra - "Rockin' In Rhythm" Live 1964


Ella Fitzgerald & Duke Ellington - "It Don't Mean A Thing (If It Ain't Got That Swing)" Live 1965


Ella Fitzgerald & Duke Ellington - "Duke's Place" Live 1966

https://www.youtube.com/watch?v=PlCDIuASObM
Ella Fitzgerald & Duke Ellington - "Imagine My Frustration" Live 1970


Louis Armstrong & Duke Ellington - "It Don't Mean aThing (If It Ain't Got That Swing)" 1961


Duke Ellington and His Orchestra, Oslo Live 1971


fot. Lapham Quarterly