Jazzowe Grand Prix dla: Carmen Moreno i Jana Walaska!

Opracował: Arek Mikulski
min_C_Moreno_i_J_Walasek_fot_Tadeusz_Kubiak

Carmen Moreno i Jan Walasek (fot. Tadeusz Kubiak)

W tym roku Łódzkie Stowarzyszenie Jazzowe Melomani postanowiło uhonorować „Jazzowym Oscarem” za całokształt działalności Carmen Moreno i Jana Walaska. Laureatom serdecznie gratulujemy. Cieszymy się tym bardziej z tego wyróżnienia, ponieważ ta wspaniała para to członkowie-założyciele Muzeum Jazzu. Uroczystość wręczenia „Jazzowych Grand Prix” odbędzie się 18.10.2013 w Teatrze Wielkim w Łodzi.

Z tej okazji prezentujemy fragmenty książki "FRUWA TWOJA MARYNARA" Marka Gaszyńskiego, okraszone wspomnieniami Jana Walaska:

“W Krakowie podczas studiów grał ( Jan Walasek; do czerwca 1950 r – przyp. A.M.) w Rotundzie w zespole swego szwagra Tadeusza Prejznera. Grali jazz, swing taneczny i muzykę rozrywkową. (…) W Rotundzie niebawem poczęto ingerować w repertuar, muzycy otrzymali dokładny wykaz tego, co można grać: trójkami – walc, tango, walc – tango, walc, kujawiak – kujawiak, fokstrot, slow-foks. Oczywiście nigdy nie trzymaliśmy się tego. Przylecial raz działacz młodzieżowy, zaczął krzyczeć, dostał fangę w nos, zamknęliśmy go w pakamerze. Zemścił się. Ja i Prejzner dostaliśmy eksmisję z akademika, co równało się przerwaniu studiów, bo nie mieliśmy gdzie mieszkać.

(…)

Wyjechaliśmy z „Błękitnym Jazzem” (*) do ZSRR. W przeddzień imprezy idziemy na koncert zespołu Utiosowa. I tu wielka niespodzianka – zespół grał wspaniale, składał się z muzyków od Ady Rosnera. Patrzymy po sobie i myślimy, że jutro trzeba się mocno postarać, żeby im dorównać. No i daliśmy czadu, choć były ograniczenia, bo Carmen mogła bisować tylko dwa razy i tylko tę samą, jedną piosenkę. Leci „Harlem Notturno”, potem Jurek Grabarski dobił „Trumpet rhapsody” Harry'ego Jamesa. Wychodzi Carmen, tańczy „Chattanooga choo choo”. Nie chcieli jej puścić ze sceny. Za kulisami organizator trzyma Carmen na siłę i nie chce wpuścić na kolejny bis. Ludzie krzyczą. Zagraliśmy „Mr. Anthony boogie”. Szał. Carmen śpiewa na koniec jakiś numer hiszpański, potem amerykański, potem „Johny is the boy for me”. No i zaczęło się: gramy z kapelusza, cokolwiek, „All of me” i inne numery. Sukces kolosalny, brawa, kwiaty, „standing ovation”. Myśleliśmy, że jest dobrze. A następnego dnia wołają nas do ichniego Ministerstwa Kultury. Pani minister Furcewa zmyła nam głowę, kubeł zimnej wody wylała. Że: „Wy, Polacy, nie macie polskiego serca, tylko amerykańskie melodie, a gdzie wasza słowiańszczyzna”.  Przydzielili nam opiekuna i kazali grać tylko stąd dotąd, ani kroku dalej. Ale nic to nie pomogło. Mamy koncert we Lwowie. Polacy się skarżą, że nie ma dla nich biletów, że połowę wzięli Ukraińcy, a połowę Rosjanie. Załatwiliśmy im wstęp. Po koncercie przez kordon milicji przedziera się jakiś młody Polak w mundurze wojskowym, rosyjskim. Rzuca się przed Carmen na kolana, daje jej kwiaty i krzyczy: „Jeszcze Polska nie zginęła!”. We Lwowie, przy Ruskich i Ukraińcach! Wiadomo co go potem czekało. Więc my go jakoś tyłem, przez zaplecze, przez kuchnię, wyprowadzamy bocznym wyjściem do parku. Udało się. Wracamy do kraju.

 

(...)

Chyba pierwsi na polskiej estradzie graliśmy utwór z repertuaru Haleya „Rock around the clock”. Śpiewali w duecie Carmen i Cezary Fabiński, po jednej zwrotce na zmianę, a potem tańczyli na scenie. Oboje intuicyjnie doskonale tańczyli, z przerzutami, i wszystkimi możliwymi figurami. Przedostatni numer naszego koncertu to „St. Louis Blues mambo” i potem „RATC”. Pewnego razu przyszła do nas Kronika Filmowa, na próbę nakręcili tego rock and rolla, żeby go pokazać przed filmem. Ale szefowie odrzucili, bo nie można było śpiewać po angielsku. Poprosiłem panią Ninę Pilchowską, która dla Carmen coś kiedyś pisała, i pani Nina stworzyła do „RATC” taki polski tekst:  
min_2_fot_Arek_Mikulski

Carmen Moreno z wnuczką - Anną Serafińską na spektaklu "Śpiewając jazz" (fot. Arek Mikulski, 2011)

  „Tere fere, ecie pecie, zjawił się na całym świecie, no i my też mamy wreszcie rock and roll. Nie wiadomo skąd, gdzie początek wziął, ale już na świat przyszedł rock and roll. I boogie, shimmy niemodne już, bo zapanował wszędzie rock and roll. Każdy woła i woła - grajcie rock and rolla !  

Tę naszą produkcję pokazała w roku 1956 Polska Kronika Filmowa w programie pod tytułem „Autentyczny polski rock and roll”. Pojechaliśmy w Polskę, do NRD, do Budapesztu – wszędzie szał. Tego rock and rolla i jeszcze coś podobnego - „Mr Anthony boogie”- to my graliśmy wcześniej, niż Kurtycz śpiewał „W Arizonie”. W tym samym roku skomponowałem utwór instrumentalny zatytułowany „Rock and roll”, który w aranżacji mojej i Czernego trafił na tzw. czwórki. Tam jest cytat z utworu „Drum boogie”, z repertuaru orkiestry Gene Krupy. Więc nie Rhythm And Blues, nie Wyrobek, nie Marek Tarnowski, ale Jan Walasek, Carmen Moreno i … Cezary Fabiński byli pierwszymi w Polsce wykonawcami rock and rolla.”

(*) - “Błękitny Jazz” - 40-osobowy państwowy zespół pod dyr. Ryszarda Damrosza. Powstał w 1955 r. Miała być to polska wersja orkiestry Paula Whitemana. Mimo nazwy nie była to orkiestra stricte jazzowa, ale rozrywkowa, która grała także utwory jazzowe. Po upadku orkiestry z powodów finansowych, z muzyków “Błękitnego Jazzu” powstał big-band Jana Walaska. Wspominany wyjazd odbył się latem 1956 r.

youtube "When You're Smiling” Carmen Moreno i Jan Walasek , Opole 1989 youtubeSpotkanie w marcu 2012