KOMEDA OSOBISTE ŻYCIE JAZZU Magdaleny Grzebałkowskiej

Oprac. Andrzej Rumianowski, fot. Andrzej Rumianowski

We środę, 23 stycznia 2019, w Banku BGŻ BNP PARIBAS przy skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej
i Świętokrzyskiej w Warszawie, spotkaliśmy się z Magdaleną Grzebałkowską .
fot. Andrzej Rumianowski

Spotkanie na temat książki Magdaeny Grzebałkowskiej pt.,,KOMEDA OSOSBISTE ŻYCIE JAZZU" prowadzili dziennikarze: Anna Sańczuk i Maciej Ulewicz
fot. Andrzej Rumianowski

Magdalena Grzebałkowska
fot. Andrzej Rumianowski

,,KOMEDA OSOBISTE ŻYCIE JAZZU"
fot. Andrzej Rumianowski

O swej pracy nad książką i historiach w niej zawartych autorka opowiadała,
zasłuchanym fanom jazzu, ponad godzinę.
fot. Andrzej Rumianowski

Teraz przyszedł czas dedykacji w ufundowanych, przez Bank BGŻ BNP PARIBAS, książkach
fot. Andrzej Rumianowski

Prezentacja książki Magdaleny Grzebałkowskiej była okazją do ciekawego spędzenia czasu
fot. Andrzej Rumianowski

Dedykację odebrał Krzysztof Sadowski kolega z dawnych lat Krzysztofa Komedy.
fot. Andrzej Rumianowski

Książkę z dedykacją dla Muzeum Jazzu otrzymał Andrzej Rumianowski
fot. Krzysztof Sadowski

Dedykację w książkach otzymali: Krzysztof Wilski i Bogumił Paszkiewicz.
fot. Andrzej Rumianowski

Autor limeryków, Bogumił Paszkiewicz, cytując jeden z nich,
wywołał spodziewany uśmiech na twarzy bohaterki wieczoru.
fot. Andrzej Rumianowski

Rozmowę o Krzysztofie Komedzie z autorką książki prowadzili panowie Wilski i Paszkiewicz,
których nazwiska także są w książce wymienione.
fot. Andrzej Rumianowski

Krzysztof Wilski w towarzystwie Magdaleny Grzebałkowskiej
fot. Andrzej Rumianowski

Dedykacja Magdaleny Grzebałkowskiej dla Muzeum Jazzu
fot. Andrzej Rumianowski


- Historia Polski jest bezpośrednio związana z jazzem,
na przykład okres Odwilży Politycznej, jazz się do tego bardzo przyczynił, ale w archiwach o jazzie nie ma nic .

Przeszukiwałam archiwa jak górnik w kopalni, kopałam
w mnóstwie archiwów i nic. Spędziłam trochę czasu
w Archiwum Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Przerzuciłam parę metrów bieżących
- jako archiwistka informuję państwa,że archiwa się mierzy
w metrach bieżących - przeglądałam wszystkie teczki, które dotyczyły historii muzycznej między rokiem 54, a 69, nawet wcześniej, od roku 50 - i o jazzie nic.

O jazzie były tylko dwa słowa: jak Bydgoszczy zaczęto produkować trąbki jazzówki, to jest jedno słowo jazz,
a drugi raz jak zaczęto produkować jazzowe zestawy perkusyjne, też w Bydgoszczy i to było wszystko.

O Warszawskiej Jesieni archiwa są pełne, a gdzie są archiwa o Jazz Jamboree? Podejrzewam, że jakiś archiwista nadał temu ostatnią kategorię - D i zostało to wszystko wyrzucone.

To,że trafiłam na materiały związane z Festiwalem Jazzowym w Sopocie, określam w kategoriach cudu. Po za tym rozmawiałam z blisko setką osób.

- Zacznijmy może od końca, 2019 rok to jest 50-ta rocznica tragicznej śmierci Krzysztofa Komedy. W twojej książce pojawia się kilka wersji tej śmierci, która przyszła do Krzysztofa w Ameryce w momencie rozkwitu jego kariery, która z tych wersji , według ciebie, jest prawdziwa? Jak to się stało?

- Wersja, która do tej pory była najbardziej oficjalna, to wersja, przekazywana przez Zofię Komedową, która usłyszała ją od Marka Hłaski:
W połowie października była impreza. Wszyscy znajomi spotkali się u Krzysztofa w ogródku. On miał bardzo mały domek z bardzo małym basenikiem.

Upili się, Krzysztof z Markiem zostali sami w domu, była już ciemna noc, poszli spacerować po wzgórzach Beverly Hills i Hłasko niechcący zepchnął Komedę ze skarpy. Zszedł zaraz po niego i wyciągnął go na drogę.

To zdarzenie przyczyniło się jednak to do tego, że w grudniu, wypadek był w październiku, Krzysztof stracił przytomność, bo w mózgu powstał krwiak.

- A druga wersja, którą usłyszałam od reżysera, Andrzeja Krakowskiego, mojego pierwszego rozmówcy, była taka, że on był świadkiem tego wypadku, że Marek Hłasko strącił Komedę, ale że działo się to w ogródku u Komedy, na oczach wielu ludzi, którzy tam byli.
Tam był wtedy Frykowski, Abratowski, Ela Krakowska, Marek Niziński. Ja stałam przy tej skarpie, ona nie jest wysoka, ale Krzysztof nieszczęśliwie uderzył się w głowę.

Nie mam podstaw, aby nie wierzyć Andrzejowi Krakowskiemu, dlatego przytaczam dwie wersje.Ja nie jestem od rozstrzygania, reporter jest od zadawania pytań, i przedstawiania różnych wersji.