Pamiętamy Marka, 118 wydarzenie Muzeum Jazzu

Oprac. Paweł Brodowski, Andrzej Rumianowski, Fot. Paweł Brodowski, Zbyszek Waliniowski, Kazimierz Olszewski, Radosław Czapski



29 czerwca 2019 roku w warszawskim PROMIE Kultury wspominaliśmy, zmarłego rok temu, MARKA KAREWICZA

Niech wspomnienie tego wieczoru, zatytułowanego: Pamiętamy Marka , rozpocznie fotografia Marty Karsz przy plakacie z Markiem.



Przed wejściem do Promu Kultury Saska Kępa czekał na nas powitalny komitet starych przyjaciół Marka Karewicza: Jurek Bojanowski, Waldek KurpińskiBohdan Kezik
Pamiętali Marka Karewicza także:
Tomek i Ania Lachowie

Zaś w środku PROMU Kultury czekała starannie przygotowana, zastawiona gęsto instrumentami, scena.

a przed sceną gęsto wypełniona widownia.

Licznie zgromadzonych przyjaciół Marka Karewicza przywitał Andrzej Rumianowski , wiceprezes Fundacji Muzeum Jazzu im. Leopolda Tyrmanda, organizator tego wieczoru.

Andrzej Rumianowski krótko przypomniał postać Marka Karewicza, fotografika i przyjaciela

i zaprosił na scenę Pawła Brodowskiego, redaktora naczelnego Jazz Forum,
który poprowadził ten wieczór wspomnień.

Paweł Brodowski zaczął tymi słowy: ,,Minął rok jak odszedł Marek Karewicz i przez ten rok czujemy jaką wielką pustkę po sobie pozostawił, jak go bardzo brakuje. Marek był chyba najpopularniejszą postacią Polskiego Środowiska Jazzowego, oprócz tych najsłynniejszych muzyków. Znał wszystkich, jego wszyscy znali, ze wszystkimi był po imieniu, wszyscy byli z nim po imieniu. Taki miał swój styl życia. Bardzo luźny, bardzo otwarty, przyjacielski, pogodny, dowcipny.
Barwna postać Polskiego Środowiska Jazzowego.

A co to jest Polskie Środowisko Jazzowe?
To są muzycy przede wszystkim. Wokół nich skupiają się organizatorzy, którzy muzykom organizują koncerty, to są krytycy, publicyści i fotograficy, tacy właśnie jak Marek. To też są zwykli fani, którzy przychodzą na koncerty, interesują się tą muzyką, oblegają swoich idoli, proszą o autografy.
Marek był takim mikrokosmosem środowiska jazzowego. Jak go zabrakło, to nawet się zastanawiam, czy jeszcze istnieje coś takiego jak Polskie Środowisko Jazzowe? Na pewno istnieje. On do tego się przyczynił, że istnieje, ściągał do siebie ludzi, miał osobowość magnetyczną, wspaniałą prezencję. Był wielki i zwalisty jak chodził ...jego krok był krokiem sweengowym, Marek sweengował jak szedł, podobnie jak Dekster Gordon, słynny muzyk, saksofonista jazzowy.
Marek był cool. Co to znaczy cool? Jak ktoś jest cool, to znaczy, że jest spokojny nawet w sytuacji wielkiego napięcia. On potrafił zawsze być cool. Z usposobienia był kimś stworzonym do jazzu i ten jazz pokochał już od samego początku. Wszedł w to środowisko kiedy następował przełom, kiedy jazz wychodził z katakumb na te wielkie przestrzenie festiwali takich jak: Sopot Jazz Festival, kiedy pojawiły się kluby studenckie, m.in. Hybrydy i Stodoła w Warszawie. On tam wszędzie był i można powiedzieć, że komentował ten ruch. Historia Polskiego Jazzu od połowy lat 50-tych jest zapisana na jego fotografiach.
Fotografia, to było hobby jego życia, profesja i hobby.


Tolek Wojdyna, legenda Polskiego Jazzu, lider, gitarzysta basowy, opowiedział o pierwszych latach, kiedy na scenie pojawił się Marek Karewicz, jeszcze nie znany jako fotografik, wszedł do środowiska jazzowego jako muzyk. Jako młody chłopiec zaczynał grać na kontrabasie, potem na trąbce.
Tolek Wojdyna, stojąc na tle fotografii przedstawiającej Marka Karewicza zaprezesntował oryginalną trąbkę Marka Karewicza (w posiadaniu Muzeum Jazzu) i opowiedział o swoim pierwszym spotkaniu z Markiem .

Tak wyglądał koncert Pamiętamy Marka: wspomnienia przetykane muzyką, czy muzyka przetykana wspomnieniami. Grał zespół Dymitra Markiewicza, przypomniał ten wspaniały tradycyjny jazz, który królował w Polsce lat 50-tych. grał Krzysztof Sadowski i Kasia Nova, zespół Krzysztofa Jochana Bluestones z Tomaszowa Mazowieckiego, grający muzykę zespołu Breakout i wystąpił również zespół JetSetBand, który jest zespołem Big Bitowym, a Marek był nadwornym fotografikiem i jazzu i Big Beatu.

Grupa Dymitra Markiewicza









Klarnecista Janusz Kwiecień grał przed laty w zespole Old Timers, jego poprzednikiem był Ryszard... Lipiec.

























Marka Karewicza wspominał też Dariusz Michalski.





















W Johnny B. Goode gitary krzyżują Darek Kozakiewicz i Leszek Matecki. Z tyłu na basówce Tolek Wojdyna.

Odlotowy Jet Set Band; zjawiskowa Marysia Głuchowska (dziecko kwiatów) i genialny Darek Kozakiewicz.Co od nich dostaliśmy? Wielkie hity lat 60-tych: Day Tripper (The Beatles), Sunshine of Your Love (Eric Clapton), Little Wing (Jimi Hendrix). I Sweet Home Chicago! Była też Proud Mary (Creedence Clearwater Revival). Chyba telepatia, bo w tym samym czasie w Dolinie Charlotty występował John Fogerty! I jeszcze na bis sztandarowy Johnny B. Goode. Jet Set Band blew the roof off!

Na basówce ,,szył" Tolek Wojdyna, założyciel i lider Jet Set Bandu.

Z fotografiami Wojtka Manna blues ladies: Marta Karsz, Grażyna Grzelachowska i Danuta Salkiewicz, Maria Głuchowska i Eva Harley