Sonny Rollins nie żyje


Tekst Tomasz Lerski. Redakcja techniczna: Andrzej Rumianowski

Sonny Rollins 1930-2026

Światowy jazz wstrzymał oddech… Sonny Rollins nie żyje!
Postać tak wielka dla jazzu, jak Duke Ellington, Miles Davis czy John Coltrane, z którym był zresztą najczęściej porównywany.
Gigant, a nawet kolos (jak go tytułowano) saksofonu tenorowego, ponadto znakomity kompozytor muzyki jazzowej.
Należał do grona pierwszej dziesiątki jazzmanów XX stulecia. Ceniony improwizator i lider zespołów. Czystość gatunku, którą kultywował, doskonałość wykonawcza – były imponujące.
Nie zagrał nigdy ani jednej złej czy niepewnej nuty.
Jego interpretacje uważano zgodnie i bez cienia przesady za genialne. Stworzył utwory, stanowiące dziś klasykę jazzu, jak na przykład: „St. Thomas”, „Oleo” czy „Airegin”. Jeden z jego albumów, „Saxophone Colossus”, zajął w historii światowego jazzu czołowe miejsce i określany jest mianem arcydzieła gatunku.
Był nowojorczykiem, urodzonym w 1930 roku. Słynął z oryginalnego stylu gry oraz odwagi w szukaniu nowego języka jazzu, jak również z niezwykłej kondycji artystycznej.
Przykładowo w jednym tylko roku 1957 nagrał aż siedem płyt: „Sonny Rollins”, „Way Out West”, „Sonny Rollins Vol. 2”, „Sound Of Sonny”, „Newk’s Time”, „A Night At The Village Vanguard” i „Sonny Side Up”.
Doceniony w późnym wieku dwiema statuetkami Grammy (w 2001 r. za płytę „This Is What I Do” oraz w 2005 za wykonanie utworu „Why Was I Born?”).
Gościliśmy w Polsce tego wielkiego jazzmana dwukrotnie, w 1980 oraz 2011 roku. Stan zdrowia nie pozwalał mu grać po 80. roku życia.

Odszedł 25 maja w swym domu w Woodstock. Żegnamy jednego z ostatnich wielkich przedstawicieli bebopu, artystę, którego sztuka ma wymiar ponadczasowy i pozostanie na zawsze jedną z najwspanialszych kart muzyki jazzowej.