Zmarł Stanisław Soyka


Oprac. Andrzej Rumianowski na podstawie tekstu Tomasza Tłuczkiewicza, Fot. Chris Photographs


21 sierpnia 2025 roku w Sopocie w wieku 66 lat zmarł Stanisław Soyka popularny wokalista jazzowy, skrzypek, pianista, gitarzysta, poetakompozytor. Artysta miał wystąpić tego samego dnia podczas ostatniego dnia na TOP OF THE TOP SOPOT FESTIWAL.

Stanisław Soyka, Fot. Chris Photographs

Następnego dnia, 22 sierpnia w specjalnym programie telewizyjnym stacji TVN, Stanisława Soykę wspominał Tomasz Tłuczkiewicz, dziennikarz radiowy, producent muzyczny, wieloletni dyrektor festiwalu Jazz Jamboree.


„Przede wszystkim Staszek był moim kolegąprzyjacielem przez czterdzieści parę lat. Byłem świadkiem Jego debiutu we wczesnych latach osiemdziesiątych.
Różnie układały się nasze losy zawodowe, bardzo często krzyżowały się, ale zawsze łączyło nas serdeczne koleżeństwo i przyjaźń naszych rodzin. Myślę, że przede wszystkim tego mi będzie brak. Ale oczywiście nam wszystkim będzie brakowało wielkiego artysty, muzyka, śpiewaka, poety, autora piosenek takich jak: „Absolutnie nic”, „Tolerancja”, ale też wielu, wielu innych, które złożyły się na swego rodzaju ścieżkę dźwiękową naszych losów, a w szczególności dekad lat  70-tych80-tych, przełom których za sprawą historii okazał się nie tylko przełomem dekad, ale też przełomem epok.

Piosenki Staszka Soyki nabrały wymiaru epickiego. On sam stał się bardem tych czasów, głosem pokolenia, a nawet jego sumieniem. Wszyscy słuchaliśmy jego pieśni, przyjmując je jako własne wyznanie wiary, wiary w to, że nadejdą lepsze czasy.


Staszek debiutował też na scenie jazzowej.
Na tej scenie bardzo piękne i charakterystyczne jest to, że są na niej autorytety i mistrzowie, wbrew którym nigdzie się nie zajdzie.
Przy tej okazji należy wspomnieć, że ten okres czeladniczy, okres terminowania był u Staszka bardzo krótki, a właściwie wcale go nie było„.


Staszka do Warszawy z Katowic przywiózł Jarek Śmietana.
To były czasy przełomu lat 70-tych i 80-tych, kiedy to z Katowic bardzo dużo muzyków aspirowało do sceny ogólnopolskiej i do sceny stołecznej, głównie za sprawą tamtejszej Akademii, której Staszek był wówczas studentem.

Jarek przywiózł go do Warszawy w dość szczególnym charakterze. Staszek występował z Extra Ball’em, ale nie w składzie zespołu, tylko śpiewał i grał na fortepianie przed koncertami Extra Ball’u, a Jarek go konsekwentnie woził.
Pierwsza płyta Staszka nagrana była na takim właśnie koncercie. Natychmiast został przyjęty przez środowisko, bowiem wszyscy mistrzowiewicemistrzowie, a także fani, tacy jak ja natychmiast odkryli jego ogromny talent. Bardzo prędko zaczął grać w zespole, w którym grali Tomasz Szukalski i Wojciech Karolak. Trudno o bardziej bezkompromisowych nauczycieli.

Naprawdę nie przypominam sobie, żeby byli muzycy bardziej nietolerancyjni dla fuszerki muzycznej jak Szakal i Karolak.
I Staszek zaczął grać w ich zespole, potem Karolak odszedł i Staszek zaczął grać na fortepianie, w zasadzie nie będąc pianistą. Staszek bardzo prędko awansował do pierwszej ligi.

To świadczy dobrze o jego talencie i skromności, ale także dobrze o scenie jazzowej, która ze swojej natury taką drogę awansu utrzymuje”.