18. 1957. Warszawa, Klub Hybrydy

Oprac. Ewa Kałużna i Andrzej Rumianowski, fot. Arch. Jerzego Matuszkiewicza, Arch. Muzeum Jazzu, Arch. Muzeum Jazzu

JERZY ,,DUDUŚ” MATUSZKIEWICZ urodził się 10 kwietnia 1928 w Jaśle. Zmarł w Warszawie 31 lipca 2021. Przeżył 93 lata.
Legendarny muzyk jazzowy, nazywany ,,lwem saksofonu” był założycielem pierwszej polskiej grupy jazzowej Melomani .Jazz towarzyszył Matuszkiewiczowi przez całe życie, ale w jego biografii artystycznej wyraźnie zaznaczyły się też inne obszary twórczości:
muzyka filmowa
fotografia
Napisał także muzykę do szlagierów:
– ,,Czterdzieści lat minęło
– ,,Jeszcze w zielone gramy
– ,,Nie bądź taki szybki Bill
– ,,Wojna domowa„.
W swojej twórczości łączył przebojowość z bogactwem filmowej ilustracji.



HYBRYDY 1957

W polskich realiach końca lat 50. istnienie klubu studenckiego na takim poziomie było czymś nieznanym. Do pomysłu stworzenia takiego klubu władze stolicy podchodziły z nieufnością.
Andrzej Pniewski i Józef Waczków, ówcześni działacze studenccy, byli autorami koncepcji funkcjonowania klubu, dla którego znaleziono miejsce w zabytkowej kamienicy przy ul. Mokotowskiej 48.

Ponieważ w budynku tym mieszkał i tworzył Józef Ignacy Kraszewski, chciano ten fakt jakoś podkreślić. Andrzej Pniewski wyszperał gdzieś mało znaną powieść Kraszewskiego, zatytułowaną „Hybryda„, z 1869 roku. To ona dała nazwę klubowi.
Oficjalne otwarcie klubu miało miejsce 1 lutego 1957 roku. Imprezę uświetniono koncertem jazzowym, na którym wystąpił zespół Melomani, z Jerzym Dudusiem Matuszkiewiczem.

W początkach działalności, klub Hybrydy organizował imprezy studenckie i potańcówki z orkiestrą na żywo.
Prowadzono tam 4 bufety i udostępniano sale na trzech kondygnacjach – dwie na górze, sześć na dole, i dwie w piwnicy. Zainstalowano dwie szafy grające oraz urządzono salę bilardową, co było dużą rzadkością w tamtych czasach.
W budynku Hybryd spotykali się artyści, związani z ruchem studenckim – muzycy, plastycy, filmowcy, literaci i aktorzy. Odbywały się tam regularne spotkania Dyskusyjnego Klubu Filmowego, maratony filmowe oraz koncerty jazzowe.

HOT-CLUB HYBRYDY

Od maja 1957 roku rozpoczął działalność Hot-Club Hybrydy, w którym zaczynali swoją działalność m.in. trębacz Tomasz Stańko, skrzypek Michał Urbaniak, czy saksofonista Włodzimierz Nahorny.
„To było wspaniałe miejsce. Hybrydy żyły, cały czas coś się tam działo. Hybrydy ściągały nie tylko muzyków, ale artystów wszelkich specjalności. Można było poznać ciekawych ludzi, nawiązać współpracę. Kamienica, w której mieściły się Hybrydy, miała trzy kondygnacje, i korytarzyki między nimi, gdzie można było zaszyć się. Pozostałe studenckie kluby Warszawy miały zazwyczaj tylko jedną salę.

W Hybrydach zagrałem pierwszą próbę w moim życiu – z zespołem Andrzeja Trzaskowskiego, w roku 1960. Podczas próby mówiliśmy sobie na „pan”, po niej odbył się wieczorek, podczas którego brataliśmy się. W Warszawie było wówczas mnóstwo klubów studenckich, jednak Hybrydy były wyjątkowe. Tam zdobywało się pierwsze kontakty ze środowiskiem artystycznym” – wspominał w rozmowie z PAP Włodzimierz Nahorny.

Hot-Club Hybrydy był dla młodych muzyków miejscem, w którym mogli wypróbować swoje pomysły oraz zebrać niezbędne doświadczenie do dalszej kariery.

Hot-Club Hybrydy był także głównym organizatorem festiwalu Jazz ’58 (nazwa Jazz Jamboree przylgnęła do niego później), który odbył się w Warszawie, w dawnej siedzibie klubu Stodoła, przy ul. Emilii Plater.

KABARET w HYBRYDACH

Od 1960 w Hybrydach pojawiało się wiele osób, zainteresowanych kabaretem literackim, m.in. Jan Pietrzak, Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta, Wojciech Młynarski.


Czas, spędzony w Hybrydach, przy dźwiękach saksofonu Dudusia Matuszkiewicza, Wojciech Młynarski upamiętnił w roku 1995, pisząc tekst i nagrywając utwór „Ach, to był szał” do muzyki z przeboju Karawana Duka Elingtona.


Ach, to był szał, gdy Duduś grał
na saksofonie,
tworzył styl mych najlepszych chwil,
mych młodych lat.
Każdego dnia nadzieja szła
w białym welonie,
spotkać mnie, zaprzyjaźnić się,
iść razem w świat.

I wciąż na Mokotowskiej,
gdy zmierzch spóźnia się troszkę,
tych chwil starym Hybrydom żal,

gdy nastrój trwał i Duduś grał
na saksofonie,
naszym snom, marzeniom, łzom,
pan Duduś grał.

Byliśmy niewinni w te dni,
i tak pogodni.
Skrzył się czas od konceptów
i dowcipów rac.
Nie myślał nikt, że życie jest,
jak bar przechodni –
ostry start, i gaz raz po raz,
a potem kac.

Lecz coś się nie starzeje –
to chęć, by mieć nadzieję,
to chęć, by choć w marzeniach
wbiec tam,

gdzie nastrój trwa, i Duduś gra
na saksofonie,
naszym snom, marzeniom, łzom,
pan Duduś gra.