Anegdoty w Kielcach, 120 wystawa Muzeum Jazzu


Oprac. Andrzej Rumianowski , Fot. Andrzej Rumianowski


W dniach od 27 do 29 września, podczas tegorocznego Memorial to Miles – Targi Kielce Jazz Festival, Muzeum Jazzu, jako 120 wydarzenie, przedstawiło wystawę fotografii Gwiazd polskiego jazzu, opisanych 36 anegdotami zebranymi przez autora wystawy,
Andrzeja Rumianowskiego.
Wystawa fotografii i przy okazji lektura anegdot budziły ciekawość i chęć czytania kolejnych.

Dla przykładu podam kilka anegdot:

Niedawno zmarły, fotografik, dokumentalista jazzu lat 50, 60, 70, 80, 90-tych
Marek Karewicz:
,,Ray Charles kiedyś powiedział do mnie:
- Marku, nikt nie zrobił mi tak dobrej fotografii jak ty.
Tylko Ray Charles był niewidomy"


Były Dziekan Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach,
Andrzej Schmidt:
,,To było 1992 roku, trasa Adama Makowicza po filharmoniach krajowych, ja zapowiadałem koncert w Opolu.
Pięknie mówiłem o wielkim Adamie Makowiczu,
a towarzyszących mu: Jacka Niedzielę i Kazimierza Jonkisza przedstawiłem jak by byli członkami kwintetu Milesa Davisa,
teraz wskazując dłonią przedstawiłem samego mistrza:
- Specjalnie dla Państwa Adam Mickiewicz.
Sala gruchnęła śmiechem, Makowiczowi do śmiechu jednak nie było
."

Urszula Dudziak:
„W 1998 roku w Łodzi, Boguś Mec obchodził 50-te urodziny.
Było dużo gości, między innymi moja siostra Danusia, która specjalnie przyleciała na tę uroczystość ze Szwecji.
Danusia ma bardzo dobry głos, jest bardzo muzykalna i zna większość mojego repertuaru.
Po koncercie telewizyjnym, urodzinowe party odbyło się w słynnym Łódzkim klubie „Pod Siódemkami”. Na scenie grał zespół.
Grali standard „On a clear day”. Danusia nie wytrzymała, wskoczyła na scenę i zaczęła śpiewać. Tłum ucichł,
a po zakończeniu obsypał Danusię gromkimi brawami. Byłam z niej dumna.
Następny utwór to moja ulubiona ballada „You’ve changed”. Teraz ja wskakuję na scenę, ściągam Danusię i śpiewam. W połowie utworu odzywa się głos z sali:
- „Danka, złaź! Niech Ula śpiewa

Adam Makowicz:
- „Jak pan zapewne wie, moje prawdziwe nazwisko brzmi Matyszkowicz.
Pewnego razu spotkaliśmy się za granicą w składzie:
Stefan Matyjaszkiewicz,operator filmowy
- Jerzy Matuszkiewicz, saksofonista
i ja Adam Matyszkowicz.
Mieliśmy w banku konta , na które przekazywano nam honoraria.
W pewnym momencie okazało się, że pieniądze Matyszkowicza przychodzą do Matuszkiewicza, a Matyjaszkiewicza do Matyszkowicza.