NASI DARCZYŃCY: Stanisław Fiałkowski

Skrzypce_S_Fialkowskiego2

Skrzypce St. Fiakłowskiego

S_Fiałkowski i Z_Namysłowski

St. Fiałkowski i Z. Namysłowski

Medal_S_Fialkowskiego

Medal St. Fiałkowskiego

Tekst: Marek Gaszyński

Kilka darów przekazał nam do Muzeum Jazzu Stanisław Fiałkowski, kompozytor, dyrygent, szef orkiestry pod nazwą Big Warsaw Band. Przy okazji udało mi się namówić go na kilka wspomnień z jego życia.

„To jest medal im. Krzysztofa Komedy Trzcińskiego, który dostałem za propagowanie Polskiego jazzu zagranicą od Ministra Kultury i Sztuki, którym wtedy był prof. Krawczuk. To były lata 1991-1993.

To są moje skrzypce, na których grałem w dzieciństwie i młodości, mój pierwszy instrument na którym zaczynałem grać. Grałem na nich 5 lat od, 1962 do 1966 roku. Grałem wtedy tylko klasykę i nawet nie zaczynałem myśleć o jazzie.

Skończyłem liceum i nie poszedłem na studia, bo mojego ojca – leśniczego - nie stać było na ich opłacenie. Zabrali mnie do wojska, i tam grałem w orkiestrze wojskowej: marsze, pieśni patriotyczne i inne. Grałem tam na trąbce. W wojsku spotkałem sierżanta Franka Zielińskiego, który zmienił moje spojrzenie na muzykę. Franek grał w wojskowym zespole typu mały big band i grał muzykę swingową. Pewnego dnia Franek wziął mnie na swój motocykl i zawiózł do domu w Żaganiu,w którym było pełno taśm i płyt jazzowych. I on mnie zaczął faszerować jazzem. Zacząłem grać w jego zespole muzykę do tańca i swingową na fortepianie, równocześnie z graniem w dużej wojskowej orkiestrze. A ponadto ćwiczyłem codziennie 3 godziny na trąbce, 3 godziny na sax tenorze i 3 godziny na fortepianie. W ciągu tych 9 godzin dziennie ćwiczyłem klasykę i jazz. Wojsko odmieniło moje spojrzenie na muzykę.

W roku 1962 zdałem maturę, poszedłem w tym samym roku do wojska, z którego odszedłem w 1964. W roku 1966 rozpocząłem studia na PWSM w Poznaniu,na wydziale kompozycji, które ukończyłem w roku 1971. Na egzamin wstępny pojechałem dzień po wojsku, i mama mi przysłała garnitur, żebym nie musiał zdawać egzaminów wstępnych w mundurze. Oficjalnie jako student nie mogłem grać jazzu ani rozrywki, ale graliśmy mimo to bardzo często koncerty i chałturki do tańca. Na pierwszym roku zabrano mi wtedy stypendium za to granie jazzu, czyli „rozstrajanie” fortepianu. Jeździliśmy też grać latem podczas wakacji i graliśmy w ośrodkach nadmorskich: Międzyzdroje, Kamień Pomorski i w innych miejscach.

Już wstępując na studia wiedziałem, że będę grał jazz, a na 4. i 5. roku jeździłem do Konina, gdzie mieszkał mój brat, i w tamtejszym Domu Kultury prowadziłem big band. Studia bardzo mi pomogły w rozeznaniu muzyki pod każdym względem.

Dałem Wam tylko część skrzypiec – pochodzą one z mojej kolekcji, w której mam 26 instrumentów – bo jeżeli skrzypce nie są często używane, to trzeba je rozmontować, bo naciąg i podstawka mogą doprowadzić do pęknięcia instrumentu”.