ZŁOTA TARKA 2015 – relacja z festiwalu.

1._Parada_-fot._A._Mikulski

Parada nowoorleańska - fot. A. Mikulski

2._RB_Dixie_Five_-fot._A._Mikulski

RB Dixie Five - fot. A. Mikulski

3._Magdalena_Howorska_-fot._A._Mikulski

Magdalena Howorska - fot. A. Mikulski

4._Old_Metropolitan_Band_-fot._A._Mikulski

Old Metropolitan Band - fot. A. Mikulski

5._JBBO_S._Breckenridge_-fot._A._Mikulski

JBBO i Stanley Breckenridge - fot. A. Mikulski

5a._Peter_Mantes_Gospel_Project_-fot._A._Mikulski

Peter Mantes Gospel Project - fot. A. Mikulski

6._Old_Timers_Friends_-fot._A._Mikulski

Old Timers & Friends - fot. A. Mikulski

7._Adrian_Cunningham_-fot._A._Mikulski

Adrian Cunningham - fot. A. Mikulski

8._Olivier_Franc_Quintet_-fot._A._Mikulski

Olivier Franc Quintet - fot. A. Mikulski

9._Al_Cat_The_Roaring_Tigers_-fot._A._Mikulski

Al Cat & The Roaring Tigers - fot. A. Mikulski

10._Msza_jazzowa_-fot._A._Mikulski

Msza jazzowa - fot. A. Mikulski

 

Jak napisano w programie festiwalu:  Tegoroczna Złota Tarka uderza ilością okrągłych jubileuszy: 50 lat od przyznania pierwszej ZT, 50 lat istnienia Old Timers, 45 odbytych festiwali, 10 lat od odejścia nieodżałowanego Henryka „Papy” Majewskiego...  Ale mimo wieku i kryzysów gospodarczych zarówno festiwal jak i muzycy trzymają poziom i jak co roku „ładują nam akumulatory” pozytywną energią.  Festiwal odbył się w dniach 7 – 9 sierpnia 2015, a dyrektorował mu po raz trzeci z rzędu Wojtek Kamiński.  Jest to więc jeszcze jedna „okrągła” liczba, biorąc pod uwagę „magiczność” liczby trzy, a ponieważ wszystkie te trzy razy były bardzo dobre, więc liczymy na kontynuację.

Festiwal tradycyjnie składał się z części konkursowej oraz koncertów pozakonkursowych i imprez towarzyszących.  Jeszcze przed otwarciem festiwalu, na fajfie (tym razem o 15:00 J),  wystąpił „Francesca Bertazzo Hart – Ilona Damięcka Quartet”. Konkurs w amfiteatrze rozpoczął się o godz. 16:30, co moim zdaniem było trochę za wcześnie. Zwykle koncerty rozpoczynały się co najmniej godzinę później, a i tak publiczność przez cały wieczór dochodziła z dworca i parkingów.  Tym razem więc koncerty konkursowe rozpoczęły się przy święcącej pustkami widowni. O „Złotą Tarkę” walczyli w kolejności: „Zhurba & Zhurba School of Jazz” (UA), „Hot Club of Poland”, „Dixie Team”, Krystyna Gedzik (voc), Łukasz Lipski (voc), Arkadiusz Krawiel (p), Szymon Klekowicki (tb), Magdalena Howorska (voc), Mirosław Deredas (voc), „Adam Bławicki-Retrospection”, grupa wokalna „Solosters” oraz „RB Dixie Five”. Indywidualnym wykonawcom towarzyszyli: Wojciech Groborz (p), Andrzej Zielak (b) i Bogdan Kulik (dr). Wszyscy wykonawcy podobali się i byli dobrze przyjęci przez publiczność. Jury w składzie: Zbigniew Konopczyński (przewodniczący), Jerzy Bojanowski, Wojtek Kamiński,  Maria Kotewicz i Wojciech Chrzanowski (sekretarz) zdecydowało się przyznać „Złotą Tarkę Zespołową” grupie  „RB Dixie Five” , a „Złotą Tarkę Indywidualną” Magdalenie Howorskiej.  Przyznano również dwa wyróżnienia: zespołowi „Adam Bławicki - Retrospection” oraz puzoniście Szymonowi Klekowickiemu. O werdykcie dowiedzieliśmy się już po północy podczas jamu.  Magdalena Howorska jest najlepszym przykładem, że nie należy odpuszczać. Pierwszy raz startowała w 2013 r. – bez nagrody, w 2014-tym zdobyła wyróżnienie, a w tym roku „Złotą Tarkę”.

Po części konkursowej, ze Starego Miasta do amfiteatru przeszła parada nowoorleańska. Chyba lepiej byłoby, gdyby tak jak w poprzednich latach, parada rozpoczynała wszystkie koncerty. Tak jest chyba bardziej naturalnie i wygodniej dla ludzi, którzy chcą wziąć w niej udział.  Paradę prowadziła „Młodzieżowa Orkiestra  Dęta” z Iławy pod dyr. Rafała Krauze. Do amfiteatru dochodzili ze wspaniale brzmiącą „Różową Panterą”. Orkiestra rozpoczęła także część po-konkursową na scenie amfiteatru. W jej wykonaniu usłyszeliśmy m.in. przeboje muzyki filmowej i evergreeny Beatlesów. Po orkiestrze wystąpiła „Letnia Akademia Stepowania TIP TAP”.  Po niej zaś nastąpiło oficjalne otwarcie festiwalu z udziałem burmistrza Iławy - pana Adama Żylińskiego i Tadeusza Erhardta-Orgielewskiego, który odegrał hejnał Iławy (skomponowany przez Henryka Majewskiego w 1994 r – od kiedy to Tarka jest w Iławie). Po otwarciu rozpoczął się koncert  „Kraków dla Iławy”. Na scenę wkroczył, grający od 1968 roku „Old Metropolitan Band”.  Zespół „rozbujał” publiczność i zaczęły się tańce pod sceną. „Rodzynkiem” występu był w części rapowany „Muskat Ramble”.  Po „Metropolitanach” na scenie pojawił się żeński kwartet saksofonowy „Saxofonarium”.  O ile pamiętam, w planach był dixielandowy „Beale Street Band” i chyba Panie wystąpiły zamiast niego.  Zdecydowanie potrafią grać, ale chyba lepiej by było, gdyby ta bardziej intelektualna muzyka pojawiła się w innym czasie, a nie pomiędzy dwoma „gorącymi” zespołami. Moim zdaniem bardziej by pasowały do eleganckich, klimatyzowanych wnętrz hotelu „Tiffi”, gdzie odbywają się koncerty towarzyszące. Po „Saxofonarium” wystąpiła  „Jazz Band Ball Orchestra” z amerykańskim wokalistą – Stanleyem Breckenridge, która zamknęła krakowską część koncertu. Wygląda na to, że zespół z nowym  trębaczem Michałem Bylicą (który zastąpił śp. Jana Kudyka), tak jak był, tak będzie w ścisłej czołówce naszych tradycjonalistów. Dla mnie był to jeden z najlepszych koncertów festiwalu (uwaga: jestem gorącym fanem  JBBO i Old Timersów, więc mogę być nieobiektywny). Piątkowe koncerty w amfiteatrze tradycyjnie zakończył chór gospel. W tym roku był to afro-amerykański „Peter Mante’s Gospel Project” z Dusseldorfu. Z amfiteatru publiczność przeniosła się do „Leśnej” na jam, który swoim koncertem rozpoczął i później prowadził zeszłoroczny laureat „Złotej Tarki” – nowotarski „New Market Jazz Band”.

W sobotę od 11:00 można było pływać po Jezioraku z combem Tadeusza Erhardta-Orgielewskiego „Tador Four”, a o 12:00 wystąpił w „Starym Tartaku” Krystian Brodacki (p, voc). Wykonał m.in. „Something Happens” Garnera, z pakietu jego kompozycji otrzymanych od byłej menadżerki artysty. Jak dla mnie, trochę za mało opowiadał. Po lekturze jego wspaniałej „Historii Jazzu w Polsce”, wolałbym posłuchać więcej jazzowych opowieści.  Z kolei w ramach jazzowego fajfu (o 16:00 :)) w hotelu „Tiffi” zagrali „Warsaw Dixilanders”.  Żałuję, że nie dotarłem, bo dowiedziałem się, że wydali w zeszłym roku nową płytę „Pociąg do jazzu”, której jeszcze nie mam.

Koncert Galowy w amfiteatrze rozpoczął się od wręczenia „Złotych Tarek”. Poza wcześniej wymienionymi laureatami konkursu, przyznano „Diamentowe Tarki” Henrykowi Majewskiemu (pośmiertnie) i zespołowi „Old Timers”. Ponadto „Honorowe Złote Tarki” otrzymali: Jacek Mazur (JBBO), Tolek Lisiecki (JBBO), który grając na tegorocznym festiwalu ukończył 70 lat oraz Tadeusz Erhardt-Orgielewski. Po części oficjalnej na scenę weszli warszawscy „Old Timersi”. Rozpoczęli od premierowego wykonania piosenki „Człowiek z trąbką” (muzyka: Paweł Tartanus, słowa: Marek Gaszyński), po czym rozpoczął się koncert jubileuszowy zespołu (50-lecie !). Przy okazji informujemy, że zespół nagrał i wydał nową jubileuszową płytę (no mam takie skrzywienie kolekcjonera – przypis mój). W koncercie iławskim „gościnnie” wzięli udział byli muzycy Timersów: Wojciech Jabłoński (cl), Zbigniew Jaremko (ss), Robert Majewski (tp) oraz często współpracująca z zespołem Agnieszka Wilczyńska (voc). Koncert dodatkowo ubarwił jazzowym tańcem Ryszard Pełczyński  (który pojawił się  także później na balu). Robert Majewski  zagrał m.in. zadedykowany ojcu „When It Sleepy Time Down South”. Po wspaniałych Timersach, na scenie pojawił się „Adrian Cunningham Quartet” (Australia/USA). W pierwszej chwili po gorących Timersach miałem wrażenie przeskoku na dużo niższy poziom energetyczny, ale po krótkim czasie zespół z dającym z siebie wszystko liderem, tak rozgrzał publiczność, że jeszcze przed zakończeniem ich występu ustawiła się długa kolejka w oczekiwaniu na płyty, jak nie przymierzając do PRL-owskiego sklepu – może coś rzucą. Po zespole Cunninghama wystąpił francuski „Olivier Franc Quintet” z programem poświęconym Sidneyowi Bechetowi. Francuzi (różne zespoły), którzy od lat pojawiają się na Tarkach, mają według mnie  coś specyficznego w swoim brzmieniu. I to „coś” jest bardzo fajne. Zespół znakomicie wszedł w klimat muzyki Becheta. Ciekawostką jest fakt, że lider – saksofonista, gra na sopranie, który należał do Becheta. Dla mnie był to najlepszy występ zagranicznego zespołu na tegorocznej Tarce.  Chociaż część znajomych zdecydowanie optowała za następnym wykonawcą, którym był „Al Cat & The Roaring Tigers”. Niemiecki lider Alexander Katz (tb, voc) z córką Rebeccą (voc) przyjechał z bardzo taneczną orkiestrą, której wszystko zmieniało się w energetyczne boogie. Nawet „Mona Lisa” z repertuaru Nat King Cole’a. Nie jestem pewny, ale chyba nie więcej niż 3 utwory oparły się tej formie.  Na zakończenie usłyszeliśmy wiązankę „włoszczyzny” z „Ciao, ciao bambina” i „Arrivederci Roma”.

Po koncertach w amfiteatrze przenieśliśmy się do Parku Miejskiego, gdzie bal rozpoczął gliwicki „Enerjazzer”. I chwała organizatorom i restauratorom z Parku, że bal powrócił na najlepsze możliwe miejsce w Iławie. W poprzednich latach różnie bywało („Leśna”, parking przy „Yellow”) i nie było źle, ale to miejsce jest jakby stworzone na balowanie do rana (wśród stolików i knajpek). I  z tego co słyszałem  (bo „padliśmy” koło 03:00), mógłby się okazać najdłuższym balem, gdyby organizatorzy przed 05:00 nie uznali, że jednak trzeba te 3-4 godziny pospać przed następnym dniem i zakończyli imprezę.

Niedziela zaczęła się „po bożemu”, o 15:00, ekumeniczną mszą jazzową, z udziałem m.in. bp. Jacka Jezierskiego i chóru „ Peter Mante’s Gospel Project”. W czasie mszy modliliśmy się m.in. za Henryka Majewskiego w 10-ą rocznicę śmierci i zmarłego w sobotę 8 sierpnia Jerzego Dunina-Kozickiego, perkusistę zespołów: Old Timers, Ragtime Jazz Band i Hagaw.  Po mszy,  o 17:30 w Parku odbył się jeszcze koncert tegorocznych laureatów i „Koncert Finałowy” w wykonaniu świetnego „Big Bandu Tomasza Bielskiego”.

Z kronikarskiego obowiązku należy dodać, że podczas festiwalu odbył się jeszcze koncert w zakładzie karnym, gdzie wystąpiły panie z „Saxofonarium”, a koncerty festiwalowe prowadzili: Andrzej Pawlik, Paweł Sztompke i Andrzej Śmigielski. Poza tym przez cały festiwal można było oglądać wystawę zdjęć Krzysztofa Koziny, a oprócz wymienionych wyżej koncertów zdarzały się „samoistne” akustyczne występy muzyków, którzy nie mogli wytrzymać do wieczora i grali w miejscach zakwaterowania.

A, przepraszam byłbym zapomniał, jeszcze jedna – REWELACYJNA - wiadomość: organizatorzy planują na przyszły rok sprowadzić jakiś dixielandowy zespół z Chin. Nie żartuję. Tak powiedzieli. W obecności przedstawicieli Państwa Środka, którzy byli na festiwalu. Nie wiem jak Wy, ale ja chcę to zobaczyć.

Do zobaczenia za rok w Iławie! Arek Mikulski